Budzisz się w środku nocy, bo czujesz dym. Wyraźnie, jakby coś tliło się gdzieś w mieszkaniu. Wstajesz, sprawdzasz kuchenkę, gniazdka, czajnik, wąchasz powietrze w każdym pokoju. Nic. Domownicy śpią spokojnie i nikt poza tobą niczego nie czuje. A potem zapach wraca w ciągu dnia, przy biurku, w samochodzie, czasem jako spalony plastik, czasem jako metaliczna nuta, a niekiedy jako perfumy, których w pomieszczeniu nie ma. Najbardziej męczy nie samo wrażenie, lecz cicha myśl, która przychodzi zaraz po nim. Czy ja sobie to wymyślam.
Większość kobiet w pierwszym odruchu szuka źródła zapachu w mieszkaniu, w piekarniku, w gniazdkach, w lodówce. Niewielu przychodzi do głowy, że tego źródła może w ogóle nie być w powietrzu, tylko na drodze, którą zapach pokonuje w nosie i w mózgu.
Nie wymyślasz. To zjawisko ma swoją nazwę, fantosmia, czyli omam węchowy, i jest znacznie częstsze, niż się wydaje. Z dużych badań populacyjnych wynika, że doświadcza go mniej więcej jedna na piętnaście dorosłych osób, częściej kobiety. Skoro jednak jest realne i ma nazwę, to znaczy też, że można je zrozumieć, a bardzo często wyjaśnić. Piszę o tym jako lekarka zajmująca się menopauzą, bo to właśnie kobiety w wieku okołomenopauzalnym pytają mnie o te zapachy najczęściej, i bo prawdziwa odpowiedź jest ciekawsza niż proste hasło, że winne są hormony. Co ciekawe, wiele kobiet trafia najpierw do elektryka, serwisanta pieca albo administratora budynku, zanim w ogóle pomyśli o wizycie u lekarza.
Zapach nie powstaje w powietrzu, tylko w mózgu. To, co nazywamy wonią, jest interpretacją sygnałów, które wędrują od komórek węchowych w nosie aż do ośrodków w mózgu. Kiedy gdzieś na tej drodze pojawia się zakłócenie, mózg potrafi odczytać sygnał, którego w rzeczywistości nikt nie wysłał, i stworzyć zapach bez źródła. To trochę tak jak z szumem w uszach, tyle że w zmyśle węchu.
Drogi prowadzące do fantosmii dzielimy z grubsza na dwie. Pierwsza, zdecydowanie częstsza, biegnie przez nos i zatoki. Zapalenie zatok, polipy, alergiczny nieżyt nosa, a zwłaszcza infekcje, w tym przebyte zakażenia wirusowe i te po COVID-19, potrafią uszkodzić delikatny nabłonek węchowy. Gdy włókna nerwowe odrastają po takiej infekcji, czasem łączą się nie do końca prawidłowo, a wtedy mózg dostaje pomieszane sygnały i odbiera je jako dym czy spaleniznę. Druga droga prowadzi przez sam mózg i jego ośrodki przetwarzania zapachu. Tu winowajcami bywają migrena, napady padaczkowe wywodzące się z płata skroniowego, przebyty uraz głowy, a znacznie rzadziej guzy czy choroby neurozwyrodnieniowe. Dla otuchy warto od razu powiedzieć, że to przyczyny nosowe i powirusowe są najczęstsze, a te najpoważniejsze należą do rzadkości.
Warto też odróżnić dwa zjawiska, które łatwo pomylić. Fantosmia to zapach zupełnie bez źródła, czyli coś, czego nikt obok nie czuje. Parosmia natomiast to zapach realny, ale odbierany w sposób zniekształcony, kiedy na przykład kawa zaczyna pachnieć zgnilizną. Same fantomowe zapachy są zwykle nieprzyjemne, najczęściej to dym, spalony tost, spalony plastik czy metaliczna nuta, choć część osób opisuje wonie słodkie albo zapach perfum.
Wiem też, że pierwsza myśl bywa znacznie groźniejsza od samego zapachu. Niemal każda pacjentka pyta mnie wprost, czy to nie guz mózgu. Dlatego powiem to jasno: choć ten lęk jest zrozumiały, w praktyce przyczyną fantosmii znacznie częściej są migrena, infekcje albo problemy laryngologiczne niż nowotwór, a przyczyny najpoważniejsze należą do rzadkości. To nie znaczy, że objaw wolno zlekceważyć, o czym jeszcze napiszę, ale znaczy, że panika jest złym doradcą.
Skoro tak wiele zmian w tym okresie życia bierze się z wahań hormonów, naturalnie pojawia się pytanie, czy widmowy zapach też. Odpowiedź brzmi: czasem tak, ale z ostrożnością. W układzie węchowym, w nabłonku nosa i w samych neuronach węchowych, znajdują się receptory estrogenowe i progesteronowe, a oba te hormony zdają się chronić sprawność węchu i wspierać odnowę komórek węchowych. Dlatego po menopauzie wiele kobiet czuje zapachy słabiej, a badania laryngologiczne potwierdzają istotne osłabienie węchu u kobiet po menopauzie w porównaniu z rówieśniczkami sprzed tego okresu.
Obraz bywa jednak różny. Część kobiet w okołomenopauzie opisuje coś przeciwnego, czyli nadwrażliwość na zapachy, kiedy znoszone wcześniej wonie stają się nie do zniesienia, a część zniekształcenie albo właśnie zapachy widma. Wahania estrogenu mogą sprawiać, że układ węchowy raz reaguje za mocno, raz wysyła fałszywe sygnały. To wszystko jest prawdą i dlatego nie lekceważę tropu hormonalnego. Ale uczciwość każe dodać drugą połowę zdania.
Najlepiej udokumentowany wpływ menopauzy na węch to jego osłabienie, a nie zapachy widma. Samą fantosmię dane wiążą raczej z wiekiem, z przebytym urazem głowy oraz z chorobami nosa i mózgu niż swoiście z menopauzą. Hormony mogą więc być jednym z wątków, ale nie zakładam z góry, że to one, i nie odeślę pacjentki do domu ze słowami, że to po prostu menopauza, dopóki spokojnie nie pomyślę o całej reszcie. To rozróżnienie wydaje mi się ważniejsze niż efektowny nagłówek, że oto winne są hormony.
Kilka miesięcy temu zgłosiła się do mnie pięćdziesięciotrzyletnia pacjentka przekonana, że w domu stale coś się przypala. Sprawdzała piekarnik, gniazdka, wzywała nawet technika od gazu, a mimo to nikt z rodziny niczego nie czuł. W rozmowie okazało się, że te epizody pojawiały się w parze z bólami głowy, które ostatnio się zmieniły, a kilka tygodni wcześniej przeszła infekcję zatok. To nie był jeden trop, lecz kilka naraz, i dopiero poukładanie ich razem dało sens. Takich historii nie słyszę codziennie, ale kilka razy w roku pacjentki opowiadają mi coś bardzo podobnego. Jeśli więc to twoja sytuacja, nie jesteś ani wyjątkiem, ani osobą, która coś sobie wymyśla.
Jeśli mam wskazać jeden punkt, w którym menopauza i widmowy zapach naprawdę się spotykają, to jest nim migrena, i to spotkanie jest dobrze udokumentowane. Okres okołomenopauzalny to czas, w którym poziom estrogenów nie tyle równo spada, ile gwałtownie skacze, a te wahania należą do najsilniejszych wyzwalaczy migreny. Dlatego u wielu kobiet migrena właśnie wtedy się nasila, a u części, według danych u około ośmiu do trzynastu procent kobiet z migreną, pojawia się w ogóle po raz pierwszy w życiu w tym okresie.
Tu potrzebne jest rozróżnienie, które wszystko porządkuje. Sam ból migrenowy najczęściej wyzwala gwałtowny spadek estrogenu, natomiast aura, czyli objawy poprzedzające ból, bywa wrażliwa raczej na wysoki poziom estrogenu. A aura nie musi być wzrokowa. Może być węchowa, i wtedy właśnie pojawia się ten krótki, intensywny zapach spalenizny albo dymu, zwykle tuż przed bólem głowy lub razem z nim. Składając to w całość, kobieta, która nigdy wcześniej nie miała aury, może po raz pierwszy zauważyć widmowy zapach dymu właśnie w perimenopauzie, w parze z bólami głowy, które też się zmieniły. To jest najbardziej naturalny, a zarazem najuczciwszy pomost między menopauzą a fantosmią.
Naturalnie pojawia się wtedy pytanie o leczenie hormonalne, bo pada w moim gabinecie bardzo często. Ustabilizowanie poziomu estrogenu, najlepiej w postaci przezskórnej i w niskiej dawce naturalnego estrogenu, potrafi zmniejszyć migrenę napędzaną gwałtownymi spadkami hormonu, zwłaszcza u kobiet, które i tak cierpią z powodu uderzeń gorąca i innych objawów menopauzy. Muszę jednak dodać dwa zastrzeżenia, bez których ta informacja byłaby niepełna. Po pierwsze, terapia hormonalna nie jest leczeniem fantosmii jako takiej, a co najwyżej tej migreny, która może za widmowym zapachem stać. Po drugie, migrena z aurą wymaga szczególnej ostrożności, ponieważ wiąże się z nieco wyższym ryzykiem udaru, a estrogen potrafi aurę nasilać. Dlatego u kobiet z aurą terapię dobiera się bardzo rozważnie, przezskórnie i w małych dawkach, a jeśli aura się pojawia lub nasila, trzeba ją ponownie rozważyć. To jest dokładnie ten moment, w którym decyzja należy do lekarza, a nie do internetu.
Większość przypadków fantosmii jest łagodna i albo mija sama, albo ustępuje po leczeniu kataru zatokowego czy alergii. Są jednak sytuacje, w których nie wolno poprzestać na uspokojeniu, i chcę je wymienić wprost, bo to wiedza, która chroni. Do lekarza warto zgłosić się, gdy widmowy zapach utrzymuje się tygodniami i nie chce ustąpić, gdy pojawia się tylko po jednej stronie nosa, gdy przychodzi w krótkich, bardzo podobnych do siebie napadach, zwłaszcza jeśli towarzyszy im uczucie déjà vu, mlaskanie, chwilowe wyłączenie się albo dziwne wrażenie oderwania od rzeczywistości.
Ten ostatni obraz, krótkie i powtarzalne epizody zapachu spalenizny czy palonej gumy z poczuciem déjà vu, jest szczególnie ważny, bo może wskazywać na napady padaczkowe z płata skroniowego i wymaga oceny neurologa. Czujność jest też wskazana, gdy fantosmia pojawia się po urazie głowy albo razem z innymi objawami neurologicznymi. W zależności od podejrzeń lekarz sięga po różne narzędzia, od badania laryngologicznego i wziernikowania nosa, przez tomografię zatok, po rezonans mózgu, a gdy w grę wchodzi padaczka, po badanie EEG. Brzmi to poważnie, ale w praktyce najczęściej kończy się ustaleniem przyczyny zupełnie niegroźnej. Chodzi o to, by tę groźną wykluczyć, a nie zakładać.
Jeśli chcesz wiedzieć, co realnie możesz zrobić nazajutrz, zacznij od obserwacji, bo to ona najbardziej pomaga lekarzowi. Zanotuj, jaki to zapach, jak długo trwa i czy pojawia się w jednym, czy w obu nozdrzach. Zwróć uwagę, czy towarzyszy mu ból głowy, migrena albo silny stres, i czy wraca w jakimś rytmie. Przypomnij sobie, czy w ostatnim czasie przechodziłaś infekcję, COVID albo uraz głowy, bo to częste i ważne tropy. A jeśli widmowy zapach utrzymuje się dłużej niż mniej więcej cztery do sześciu tygodni, jest jednostronny albo wyraźnie napadowy, umów się na konsultację, zamiast czekać, aż przejdzie sam. To prosta lista obserwacji, ale właśnie od niej zaczyna się dobra diagnoza.
Widmowy zapach to dla mnie dobry przykład objawu, który leży na styku kilku dziedzin. Może mieć podłoże hormonalne, ale równie dobrze może wychodzić z nosa i zatok, z migreny, z tarczycy albo z układu nerwowego. Zajmując się endokrynologią, ginekologią i medycyną menopauzy, pytam więc i o hormony, i o bóle głowy, i o tarczycę, i o niedawne infekcje, zanim zdecyduję, co dalej. Dla ciebie najważniejszy jest jednak prosty wniosek: ten sam objaw może znaczyć różne rzeczy, więc dobrze, gdy spojrzy na niego ktoś, kto widzi całość i poprowadzi cię właściwą drogą, zamiast odsyłać z niczym.
Jeśli więc czujesz dym, którego nie ma, spalony plastik albo perfumy bez źródła, zapamiętaj przede wszystkim jedno. Nie wymyślasz tego. Twój mózg tworzy prawdziwe wrażenie z fałszywego sygnału, a to zjawisko ma nazwę, przyczyny i drogi postępowania. Czasem stoją za nim hormony i migrena okresu menopauzy, czasem nos i zatoki, a tylko niekiedy coś, co wymaga głębszej diagnostyki. Wspólne dla wszystkich tych sytuacji jest to, że zasługuje, by potraktować je poważnie, a nie zbyć machnięciem ręki. Nazwanie zapachu, którego nie ma, jest pierwszym krokiem do tego, żeby przestał budzić cię w nocy.
Dr n. med. Arleta Szczęsna – specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka endokrynologii, obesitologii, założycielka Kliniki Słowiańskiej i Centrum Menopauzy w Poznaniu.
Ma ponad 25-letnie doświadczenie zawodowe jako lekarz oraz 20-letnie doświadczenie kliniczne w opiece nad zdrowiem kobiet. Szczególnym obszarem jej pracy jest menopauza, zdrowie hormonalne kobiet oraz wpływ zmian hormonalnych na metabolizm, zdrowie serca, skład ciała, funkcje poznawcze i jakość życia.
Od wielu lat zajmuje się również medycyną zdrowia intymnego kobiet, w tym ginekologią regeneracyjną i nowoczesnymi metodami wspierającymi funkcje oraz komfort okolic intymnych na różnych etapach życia.
Jest lekarzem certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w zakresie kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.
Jej podejście opiera się na przekonaniu, że menopauza nie jest końcem aktywności, sprawczości ani dobrego samopoczucia, ale momentem, który wymaga mądrej, indywidualnej i uważnej opieki lekarskiej.
Informacje zawarte w artykułach mają charakter edukacyjny i nie zastępują indywidualnej konsultacji lekarskiej.