Niemal każda kobieta w menopauzie trafia w końcu na suplement z soją albo czerwoną koniczyną, obiecujący wsparcie hormonalne i łagodniejsze przejście przez ten czas. Pytanie nie brzmi jednak tylko „czy to działa”, lecz „czego można się po tym realnie spodziewać”.
W pewnym momencie niemal każda z nas, która przechodzi menopauzę trafia na reklamę suplementu z czerwoną koniczyną albo izoflawonami sojowymi. Opakowania obiecują wsparcie hormonalne, mniej uderzeń gorąca, lepsze samopoczucie i wygodniejsze przejście przez ten etap życia.
Pacjentki często przynoszą takie preparaty na wizytę. Rzadko pytają, czy są skuteczne; częściej, czy są warte swojej ceny, czy mogą zastąpić hormony i czy są całkowicie bezpieczne. To rozsądne pytania, bo odpowiedź nie jest tak jednoznaczna, jak sugerują reklamy.
Menopauza wiąże się ze stopniowym spadkiem produkcji estrogenów przez jajniki i to właśnie dlatego wiele objawów tego okresu ma związek z niedoborem hormonów: uderzenia gorąca, nocne poty, zaburzenia snu, suchość okolic intymnych, pogorszenie samopoczucia. Kiedy kobiety słyszą, że istnieją substancje roślinne przypominające estrogeny, zainteresowanie pojawia się naturalnie, zwłaszcza u tych, które z różnych powodów nie chcą lub nie mogą stosować hormonalnej terapii menopauzalnej.
Izoflawony należą do fitoestrogenów: to związki roślinne, których budowa chemiczna częściowo przypomina estrogeny wytwarzane przez organizm. Najczęściej mówi się o tych pochodzących z soi oraz z czerwonej koniczyny. Podobne nie znaczy jednak identyczne, i tu pojawia się ważne rozróżnienie. Fitoestrogeny mogą oddziaływać na receptory estrogenowe, ale nie działają tak samo jak estradiol wytwarzany przez jajniki czy podawany w terapii hormonalnej. To trochę jak klucz dorobiony na podstawie zdjęcia oryginału: może pasować do zamka, może częściowo go otworzyć, ale nie zadziała dokładnie tak samo.
Izoflawony mają mniejszą siłę działania niż naturalny estradiol. W niektórych tkankach wywołują reakcje przypominające działanie estrogenów, w innych zachowują się odmiennie, a czasem wręcz konkurują z naturalnymi estrogenami o miejsce w receptorach. To właśnie dlatego efekty ich stosowania bywają tak różne.
Kiedy przejrzeć publikacje naukowe o izoflawonach, obraz okazuje się znacznie bardziej złożony niż marketingowe hasła z etykiet. Część badań sugeruje, że kobiety stosujące preparaty z czerwonej koniczyny zgłaszają rzadsze uderzenia gorąca i mniejsze nasilenie niektórych objawów menopauzalnych; podobne obserwacje pojawiają się przy części preparatów sojowych. Problem w tym, że wyniki nie są spójne: w jednych badaniach poprawa jest wyraźna, w innych niewielka, w jeszcze innych praktycznie nie różni się od placebo. To sytuacja, którą medycyna spotyka regularnie. Nie znaczy ona, że preparat nie działa u nikogo, lecz że jego skuteczność nie jest tak przewidywalna jak w przypadku terapii hormonalnej.
Warto też wiedzieć, czego te dowody w ogóle dotyczą. Najwięcej danych odnosi się do uderzeń gorąca i nocnych potów. Znacznie słabsze są przesłanki, by fitoestrogeny poprawiały sen, nastrój, libido, łagodziły suchość pochwy czy chroniły kości. Dlatego nie warto oczekiwać, że rozwiążą cały obraz menopauzy.
W gabinecie widać to bardzo często. Jedna pacjentka po kilku tygodniach mówi, że nocne poty są rzadsze i śpi spokojniej, druga po trzech miesiącach nie zauważa żadnej zmiany. To nie znaczy, że któraś się myli. Organizmy różnią się pod wieloma względami: inaczej metabolizujemy substancje roślinne, inaczej pracuje mikrobiota jelitowa, inaczej reagują receptory hormonalne. Dlatego reakcja na fitoestrogeny bywa bardzo indywidualna i trudno z góry przewidzieć, kto odniesie korzyść, a kto nie odczuje różnicy.
To kolejny mit, który warto uporządkować, bo pacjentki często zakładają, że skoro preparat pochodzi z roślin, można go przyjmować bez ograniczeń. W medycynie takie założenie rzadko się sprawdza. Izoflawony są zwykle dobrze tolerowane, a działania niepożądane występują stosunkowo rzadko i najczęściej dotyczą przewodu pokarmowego: wzdęcia, uczucie pełności, nudności lub biegunka. Zwykle nie są to objawy ciężkie, ale nie znaczy to, że preparaty są odpowiednie dla każdej kobiety. Szczególną ostrożność trzeba zachować u pacjentek z nowotworami hormonozależnymi lub ich przebytą historią, a także przy niektórych lekach wpływających na gospodarkę hormonalną. U kobiet po raku piersi, po raku endometrium albo stosujących tamoksyfen lub inhibitory aromatazy decyzję o fitoestrogenach należy zawsze skonsultować z onkologiem lub lekarzem prowadzącym.
To ważny fragment rozmowy, bo właśnie tutaj rodzi się najwięcej rozczarowań. Jeżeli kobieta ma nasilone objawy menopauzy związane z wyraźnym niedoborem estrogenów, fitoestrogeny zwykle nie zapewnią takiego efektu jak odpowiednio dobrana hormonalna terapia menopauzalna. Nie zostały stworzone do zastępowania estradiolu, nie działają z taką samą siłą i nie osiągają takich samych stężeń w tkankach. Nie dają też tego samego, udokumentowanego poziomu korzyści dla zdrowia kości, układu sercowo-naczyniowego czy w profilaktyce długoterminowych następstw niedoboru estrogenów. To nie jest wada tych preparatów, tylko ich biologiczne ograniczenie.
Nie należę przy tym do lekarzy, którzy z góry odrzucają wszystkie preparaty roślinne. Jeżeli pacjentka ma łagodne objawy, nie chce stosować hormonów albo czeka na dalszą diagnostykę, rozsądnie dobrana suplementacja może być jednym z elementów postępowania. Nie traktuję jej jednak jako leczenia przyczynowego, lecz jako próbę złagodzenia części objawów. Różnica wydaje się subtelna, ale z punktu widzenia medycyny jest bardzo istotna.
Jeśli chcesz spróbować, zrób to z głową.
Zamiast pytać „czy to działa”, zadaj sobie pytanie bardziej użyteczne: „czego oczekuję po tym preparacie”. Jeżeli celem jest niewielkie zmniejszenie częstości uderzeń gorąca i poprawa komfortu, odpowiedź bywa pozytywna. Jeżeli oczekiwanie brzmi „chcę uzyskać taki sam efekt jak przy terapii hormonalnej”, odpowiedź zwykle będzie inna, i to właśnie niezgodność oczekiwań z realnymi możliwościami preparatu odpowiada za większość rozczarowań.
Ustal sobie też konkretny czas próby. Jeżeli po około trzech miesiącach nie widzisz wyraźnej poprawy, nie ma większego sensu kontynuować suplementacji tylko dlatego, że preparat jest naturalny. Warto wtedy wrócić do rozmowy o innych możliwościach leczenia. A jeśli już sięgasz po preparat, wybieraj taki z jasno podaną dawką izoflawonów i nie łącz kilku suplementów o podobnym działaniu, bo wtedy trudniej ocenić zarówno efekt, jak i bezpieczeństwo.
W medycynie najrzadziej sprawdzają się skrajności. Nie ma podstaw, by uznawać izoflawony za cudowne rozwiązanie wszystkich problemów menopauzy, ani powodów, by twierdzić, że są całkowicie bezużyteczne. Dla części kobiet mogą przynieść odczuwalną poprawę, dla innych pozostaną kosztownym dodatkiem bez większego wpływu na samopoczucie.
Trzeba jednak powiedzieć to jasno: przy umiarkowanych lub nasilonych objawach menopauzy fitoestrogeny zwykle nie są równoważną alternatywą dla hormonalnej terapii menopauzalnej. Mogą pełnić rolę dodatku lub rozwiązania przejściowego, ale nie należy oczekiwać po nich efektów porównywalnych z leczeniem hormonalnym. Decyzję o ich stosowaniu warto więc podejmować świadomie, rozumiejąc i potencjalne korzyści, i ograniczenia, bo menopauza jest procesem biologicznym, a nie problemem marketingowym. Warto też wiedzieć, że Amerykańskie Towarzystwo Menopauzy nie rekomenduje rutynowego stosowania fitoestrogenów jako leczenia objawów naczynioruchowych menopauzy, ponieważ ich skuteczność bywa niejednoznaczna, a jakość suplementów potrafi się znacznie różnić.
Dr n. med. Arleta Szczęsna – specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka endokrynologii, założycielka Kliniki Słowiańskiej i Centrum Menopauzy w Poznaniu.
Ma ponad 25-letnie doświadczenie zawodowe jako lekarz oraz 20-letnie doświadczenie kliniczne w opiece nad zdrowiem kobiet. Szczególnym obszarem jej pracy jest menopauza, zdrowie hormonalne kobiet oraz wpływ zmian hormonalnych na metabolizm, zdrowie serca, skład ciała, funkcje poznawcze i jakość życia.
Od wielu lat zajmuje się również medycyną zdrowia intymnego kobiet, w tym ginekologią regeneracyjną i nowoczesnymi metodami wspierającymi funkcje oraz komfort okolic intymnych na różnych etapach życia.
Jest lekarzem certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w zakresie kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.
Jej podejście opiera się na przekonaniu, że menopauza nie jest końcem aktywności, sprawczości ani dobrego samopoczucia, ale momentem, który wymaga mądrej, indywidualnej i uważnej opieki lekarskiej.
Informacje zawarte w artykułach mają charakter edukacyjny i nie zastępują indywidualnej konsultacji lekarskiej.