Jeden niedobór, kilka recept: jak menopauza chowa się pod innymi diagnozami

Pacjentka, która trafia do mnie kilka czy kilkanaście lat po menopauzie, rzadko przychodzi z jedną dolegliwością. Częściej ma już za sobą wizyty u kilku specjalistów i przyjmuje cały zestaw preparatów: coś na sen, coś na ciśnienie, coś na cholesterol, czasem lek przeciwlękowy albo przeciwbólowy. Nie twierdzę, że za każdą z tych recept stoi wyłącznie niedobór hormonów, byłoby to zbyt daleko idące. Coraz wyraźniej widać jednak, że część tych problemów wyrasta z jednego wspólnego korzenia, którego nikt po drodze nie nazwał. 

Dlaczego po latach trudno wskazać jeden problem

Coraz lepiej rozumiemy, że utrata estrogenów zmienia naraz wiele procesów w organizmie, a te procesy nie działają osobno. Gorszy sen odbija się na metabolizmie. Zmieniony metabolizm sprzyja przyrostowi masy ciała. Więcej tkanki tłuszczowej, zwłaszcza trzewnej, podnosi ryzyko nadciśnienia, cukrzycy i chorób sercowo-naczyniowych. Przewlekłe zmęczenie ogranicza ruch, a mniej ruchu przyspiesza utratę mięśni i pogarsza gospodarkę glukozową. Po kilku latach te wątki tak się ze sobą splatają, że nie sposób już wskazać jednego winowajcy. Właśnie dlatego współczesna medycyna menopauzy patrzy na terapię hormonalną nie tylko jak na sposób na objawy, ale jak na element długofalowej strategii zdrowego starzenia. 

Jeden niedobór, kilka recept: jak menopauza chowa się pod innymi diagnozami w Poznaniu
Rycina 1. Spadek estrogenów oddziałuje na wiele układów naraz, a te wpływają na siebie nawzajem. Schemat ma charakter poglądowy.

Co znika po cichu

Pacjentki zwykle dostrzegają, że po menopauzie przybywa im kilogramów. Znacznie rzadziej zauważają drugą zmianę, która biegnie równolegle: powolny ubytek mięśni. A to ważne, bo mięsień to nie tylko siła. To jeden z najaktywniejszych metabolicznie narządów: uczestniczy w gospodarce glukozowej, stabilizuje stawy, odpowiada za równowagę i za to, czy codzienne czynności pozostają proste. 

W pierwszych latach po menopauzie wiele pacjentek czuje się jeszcze dobrze. Trudności pojawiają się zwykle po dekadzie: schody, dłuższy spacer, sprawność, która kiedyś była oczywista. To nie dzieje się z dnia na dzień, narasta latami. Dlatego patrzę dziś nie tylko na to, ile pacjentka waży, ale na to, z czego składa się jej ciało. Można ważyć dokładnie tyle samo co dziesięć lat wcześniej i mieć przy tym mniej mięśni oraz znacznie więcej tłuszczu trzewnego. Dla zdrowia metabolicznego to przepaść. 

Zmiana, której nie widać na żadnym badaniu

Pacjentki rzadko mówią wprost o smutku. Częściej słyszę zdania z zupełnie innej półki: że wszystko je teraz irytuje, że gubią wątek w połowie zdania, że reagują ostrzej, niż by chciały, że gdzieś po drodze przestały czuć się sobą. To doświadczenia, których nie pokaże żaden wynik laboratoryjny, żadne USG ani rezonans. A potrafią obniżać jakość życia tak samo dotkliwie jak dolegliwości czysto fizyczne. 

Bywa najtrudniej, gdy do wahań nastroju dokłada się przewlekła bezsenność. Mózg, który nie ma kiedy się zregenerować, pracuje inaczej: słabnie koncentracja, rośnie napięcie, trudniej o spokój. W pewnym momencie pacjentka sama już nie wie, czy źródłem jest zmęczenie, hormony, czy po prostu zbyt wiele obowiązków naraz. Najczęściej jedno napędza drugie. 

To dotyczy także bliskich

Przez lata ten wątek właściwie nie istniał w publikacjach medycznych. Dziś wiemy, że menopauza sięga daleko poza ciało samej pacjentki. Kiedy pojawia się przewlekłe zmęczenie, bezsenność, drażliwość, spadek libido albo ból podczas współżycia, skutki odczuwa często cała rodzina. Partner nie zawsze rozumie, co się dzieje. Dzieci widzą zmianę. Pacjentka wycofuje się z tego, co wcześniej sprawiało jej radość, i nie ma w tym ani braku zaangażowania, ani słabej woli. Bardzo często to efekt zmian biologicznych, które latami bagatelizowano albo zrzucano na psychikę. 

Pamiętam pacjentkę, która po kilku miesiącach leczenia podsumowała to inaczej, niż się spodziewałam. Powiedziała, że najbardziej zaskoczyło ją nie ustąpienie nocnych potów, lecz to, że znów ma ochotę wyjść z domu i spotkać się ze znajomymi, na co od dawna nie miała siły. 

Między dwiema skrajnościami

W rozmowach o menopauzie łatwo trafić na dwa bieguny. Na jednym hormony są przedstawiane jako zagrożenie, którego lepiej unikać. Na drugim jako coś, co przyda się każdej kobiecie. Jedno i drugie jest uproszczeniem. Decyduje indywidualny bilans korzyści i ryzyka. Są pacjentki, u których terapia hormonalna jest przeciwwskazana. Są takie, które przechodzą menopauzę łagodnie i nie potrzebują leczenia. Jest też ogromna grupa pacjentek, które latami znoszą objawy tylko dlatego, że nikt nie powiedział im, jakie mają możliwości. Najważniejsza pozostaje świadoma decyzja, podjęta po rozmowie z lekarzem, który zna i korzyści, i ograniczenia terapii. Świadoma, a nie podyktowana strachem ani modą. 

Pytanie, które warto rozszerzyć

Przez lata w gabinetach padało jedno pytanie: czy terapia hormonalna jest bezpieczna. To ważne pytanie i powinno padać nadal. Coraz częściej warto jednak dołożyć do niego drugie: co oznacza dla mnie, w mojej konkretnej sytuacji zdrowotnej, wieloletni niedobór hormonów. Dopiero te dwa pytania razem dają pełny obraz. 

Trzydzieści lat to za długo, by patrzeć tylko na uderzenia gorąca

Menopauza nie trwa roku ani dwóch. Dla wielu kobiet to trzydzieści, czterdzieści kolejnych lat życia. Na tak długi czas nie da się patrzeć wyłącznie przez pryzmat uderzeń gorąca czy jednego wyniku hormonalnego. Dlatego dobra opieka menopauzalna nie zatrzymuje się na samych hormonach. Zatrzymuje się na pacjentce: na jej kościach, sercu, metabolizmie, śnie, zdrowiu intymnym, sprawności. Na tym, jak będzie się czuła za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat. Tak właśnie rozumiem medycynę długowieczności. 

Co możesz z tym zrobić

Jeśli od kilku lat zbiera Ci się coraz więcej recept, a żadna nie rozwiązuje sprawy do końca, spójrz na całość, a nie na pojedyncze objawy. Na wizycie powiedz wprost, kiedy zaczęły się zmiany i co najbardziej Ci doskwiera: sen, nastrój, sprawność, bliskość. Poproś, żeby lekarz spojrzał nie tylko na wagę, ale i na skład ciała oraz na to, jak poszczególne dolegliwości łączą się ze sobą. Im pełniejszy obraz, tym mniejsza szansa, że kolejne lata upłyną na leczeniu skutków zamiast przyczyny. 

Dr n. med. Arleta Szczęsna – specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka endokrynologii, założycielka Kliniki Słowiańskiej i Centrum Menopauzy w Poznaniu.

Ma ponad 25-letnie doświadczenie zawodowe jako lekarz oraz 20-letnie doświadczenie kliniczne w opiece nad zdrowiem kobiet. Szczególnym obszarem jej pracy jest menopauza, zdrowie hormonalne kobiet oraz wpływ zmian hormonalnych na metabolizm, zdrowie serca, skład ciała, funkcje poznawcze i jakość życia.

Od wielu lat zajmuje się również medycyną zdrowia intymnego kobiet, w tym ginekologią regeneracyjną i nowoczesnymi metodami wspierającymi funkcje oraz komfort okolic intymnych na różnych etapach życia.

Jest lekarzem certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w zakresie kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.

Jej podejście opiera się na przekonaniu, że menopauza nie jest końcem aktywności, sprawczości ani dobrego samopoczucia, ale momentem, który wymaga mądrej, indywidualnej i uważnej opieki lekarskiej.

Informacje zawarte w artykułach mają charakter edukacyjny i nie zastępują indywidualnej konsultacji lekarskiej.

Czas Działać!

Im wcześniej zaczniesz obserwować swoje ciało,
tym łatwiej zadbać o wewnętrzną równowagę.