Kobieta potrafi przez dwa lata mieć piekące oczy, piekący język i nawracające infekcje pęcherza, a mimo to ani razu nie pomyśleć, że to może być jedna sprawa. Trudno się dziwić: to objawy z trzech zupełnie różnych światów, a żaden z nich nie wygląda jak menopauza. Tymczasem mniej więcej wtedy menopauza właśnie się u niej zaczęła.
Menopauza zna swoje sławne objawy, takie jak uderzenia gorąca, przyrost masy ciała czy bezsenność, i przy nich rozmowa zwykle się kończy. Tymczasem estrogeny robią w ciele coś, o czym mówi się znacznie rzadziej: utrzymują w dobrej kondycji jego wilgotne wyściółki, czyli błony śluzowe i nabłonki, od powierzchni oka, przez jamę ustną i krtań, aż po pęcherz i pochwę. Kiedy estrogenów ubywa, te powierzchnie zaczynają wysychać po kolei, często cicho i w miejscach, których z menopauzą nie kojarzy prawie nikt.
Można powiedzieć, że jednym z najmniej docenianych skutków niedoboru estrogenów jest przyspieszone starzenie się śluzówek wielu narządów.
Pochwa jest w tej historii najgłośniejsza, bo objaw jest oczywisty i bo to teren ginekologii. Ale to tylko jeden z wielu punktów na tej samej mapie, mapie wilgotnych powierzchni ciała, które estrogeny przez dekady utrzymywały w formie, a teraz przestają.
Żeby zrozumieć, skąd ta wspólna suchość, warto na chwilę zatrzymać się przy samej błonie śluzowej. To nie bierna wyściółka, lecz żywa, pracująca tkanka: wytwarza śluz, utrzymuje wilgoć, stanowi barierę przed drobnoustrojami i podrażnieniem, i nieustannie się odnawia. Estrogeny są jej cichym sponsorem: utrzymują nabłonek odpowiednio gruby i dobrze ukrwiony, wspierają gruczoły wydzielające śluz, podtrzymują elastyczność i sprawne gojenie. Kiedy hormonów ubywa, nabłonek cieńczeje, wydzielania jest mniej, tkanka staje się bardziej wrażliwa i wolniej się regeneruje. W każdym narządzie wygląda to nieco inaczej, ale schemat jest ten sam. To właśnie dlatego objawy potrafią pojawić się równolegle w miejscach, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego.
Zacznijmy od oczu, bo tu objaw potrafi wyglądać dokładnie na odwrót, niż jest. Kobieta skarży się, że oczy jej łzawią, a okazuje się, że są przesuszone, i to właśnie nadprodukcja łez gorszej jakości jest rozpaczliwą reakcją na suchość. Na powierzchni oka, w rogówce, spojówce, gruczołach łzowych i tych wytwarzających tłuszczową warstwę łez, znajdują się receptory dla hormonów płciowych. Zespół suchego oka występuje po menopauzie wyraźnie częściej niż przed nią.
Mechanizm jest złożony. W grę wchodzą i estrogeny, i androgeny, dlatego nie obiecuję pacjentce, że terapia hormonalna to rozwiąże. Zestawiam natomiast jej objawy oczne z tym, co dzieje się hormonalnie, bo dopiero w tym świetle układają się w sens. Taka suchość pogarsza się przy ekranach i w klimatyzowanych pomieszczeniach, bywa zbywana jako zwykłe „zmęczenie oczu”, a potrafi realnie utrudniać czytanie i pracę. U kobiety po pięćdziesiątce, która od miesięcy ma piekące, „łzawiące” oczy i nawracające podrażnienia spojówek, samo pytanie o miesiączkę bywa brakującym elementem.
Drugi przystanek to jama ustna, i tu czeka objaw, który zaskakuje najbardziej. Objawy pieczenia języka i błony śluzowej zgłasza znacząca część kobiet po menopauzie. Gdy stają się trwałe i uporczywe, mówi się o zespole pieczenia jamy ustnej, którego częstość szacuje się różnie, zależnie od przyjętej definicji i badanej populacji. Bywa, że towarzyszy temu suchość w ustach albo metaliczny posmak. Receptory estrogenowe są i w błonie śluzowej jamy ustnej, i w śliniankach, i w nerwie trójdzielnym, który odpowiada za czucie w tej okolicy.
Spadek estrogenów sprzyja ścieńczeniu śluzówki i, jak się przypuszcza, większej wrażliwości szlaków bólowych. Część badaczy mówi wprost o komponencie neuropatycznym. Charakterystyczne, że rano bywa znośnie, a pieczenie narasta w ciągu dnia, nierzadko z zaburzeniami smaku. Co istotne, badanie zwykle wypada prawidłowo: śluzówka wygląda normalnie, choć piecze. To nie jest zmiana, którą się ogląda, i właśnie dlatego bywa tak myląca. Mechanizm pozostaje wieloczynnikowy, a dowody na skuteczność hormonów są tu niejednoznaczne. Ale samo nazwanie objawu, powiedzenie kobiecie, że nie wymyśliła sobie tego pieczenia, bywa pierwszą realną ulgą od miesięcy. Jedna z pacjentek powiedziała mi, że przez półtora roku była pewna, że ma uporczywą „grzybicę języka”, której nikt nie umie wyleczyć, bo leczono coś, czego nie było.
Wyżej, w gardle i krtani, dzieje się to samo. Struny głosowe mają receptory estrogenowe. Przy niedoborze hormonów śluzówka krtani cieńczeje, a gruczoły wydzielają mniej śluzu, w dodatku gęstszego. Stąd uczucie „papieru ściernego” w gardle, ciągłe chrząkanie, chrypka, męczliwość głosu, czasem suchy kaszel bez żadnej infekcji. Podobnie potrafi wysychać śluzówka nosa. To rzadko bywa dramatyczne, i może dlatego latami nikt tego nie spina w całość. U nauczycielki, prawniczki czy śpiewaczki przestaje to jednak być drobiazgiem: głos jest narzędziem pracy, a męczy się szybciej i brzmi inaczej niż dekadę wcześniej.
Najmocniej udokumentowany jest dolny odcinek tej historii: pochwa, srom, cewka i pęcherz. Spadek estrogenów ścieńcza i wysusza te tkanki, odbiera im elastyczność, obniża zawartość glikogenu w nabłonku pochwy. A glikogen jest pokarmem dla pałeczek kwasu mlekowego, które utrzymują kwaśne, ochronne pH. Mniej glikogenu to mniej tych bakterii, wyższe pH i większa podatność na infekcje, w tym nawracające zapalenia układu moczowego.
To dlatego kobieta, która przez całe życie nie miała z tym kłopotu, nagle dostaje jedną infekcję po drugiej i kolejne kuracje antybiotykiem, choć źródło jest hormonalne i tkankowe, a nie „bakteryjne” w prostym sensie. Widuję pacjentki, które w ciągu roku przechodzą kilka takich kuracji na „nawracające zapalenie pęcherza”, zanim ich hormony w ogóle wejdą do rozmowy. Do tego dochodzi suchość i pieczenie pochwy, ból przy współżyciu, parcie naglące. To objawy, o których wiele kobiet po prostu milczy, przekonanych, że „tak już musi być”, albo zwyczajnie skrępowanych tematem.
Tymczasem to najlepiej opisany fragment całej tej historii i ma nawet swoją nazwę: zespół moczowo-płciowy menopauzy. Co najważniejsze, bywa skutecznie leczony. Miejscowy estrogen w niskiej dawce, działający na samą tkankę, należy do rekomendowanych metod, także w zapobieganiu nawracającym infekcjom moczowym. Tam, gdzie sam estrogen nie wystarcza lub jest przeciwwskazany, leczenie hormonalne uzupełniam metodami wspierającymi regenerację śluzówki: nawilżającą mezoterapią kwasem hialuronowym, preparatami kolagenowymi, w wybranych przypadkach protokołami laserowymi, zawsze jako wsparcie terapii podstawowej, nie jej zamiennik. To jeden z tych momentów, w których ginekologia ma kobiecie realnie dużo do zaoferowania, a mimo to ponad połowa pacjentek z tymi objawami nigdy ich nie zgłasza.
Skóra należy do tej samej rodziny. Też jest powierzchnią estrogenozależną i też w menopauzie traci nawilżenie oraz gęstość, z tą różnicą, że akurat ją widać, więc bywa jedynym elementem tej układanki, który kobieta w ogóle kojarzy z hormonami.
Kiedy zestawić to wszystko, układa się w jeden obraz: te same receptory estrogenowe, które są w pochwie, znajdują się też, w różnym zagęszczeniu, w oku, w ustach, w krtani, w pęcherzu, w skórze. Jeden hormon wycofuje się ze wszystkich tych miejsc naraz, tyle że w każdym daje nieco inny objaw. I to jest sedno: pojedynczy objaw rzadko wskazuje na hormony, ale ich wspólny mianownik, suchość wielu śluzówek w zbliżonym czasie, już tak. Dopiero spojrzenie na całą tę mapę naraz pozwala go dostrzec.
To dokładnie ten punkt, w którym przydaje się spojrzenie ginekologiczno-endokrynologiczne: takie, które trzyma w głowie całą tę mapę naraz, potrafi ustawić objawy wokół wspólnej przyczyny i sprawdzić ją u źródła.
Jest w tym jeszcze jeden, cichszy wymiar. Część tych objawów rozpoznaję nie tylko z gabinetu, ale i z własnego doświadczenia, bo sama jestem w tym samym okresie życia. To niczego nie zastępuje, jednak bywa, że pozwala szybciej zapytać o właściwą rzecz, a pacjentce daje poczucie, że rozmawia z kimś, kto naprawdę wie, o czym mówi, i że nie musi tłumaczyć wszystkiego od początku.
Pierwszym i często najważniejszym krokiem jest samo połączenie objawów z menopauzą, bo to ono kończy bieganie od gabinetu do gabinetu. W praktyce zaczynam od wywiadu, który celowo wychodzi poza ginekologię: pytam o oczy, usta, gardło, drogi moczowe, skórę, bo dopiero ich zestawienie pokazuje skalę. Część z tych objawów da się realnie złagodzić: nawodnienie, świadoma pielęgnacja błon śluzowych, leczenie miejscowe tam, gdzie ma ugruntowane wskazania, jak w okolicy intymnej. Przy innych, jak suche oko czy pieczenie języka, mówię uczciwie, że hormony bywają tylko częścią układanki, a dowody są niejednoznaczne, więc prowadzimy to wspólnie ze specjalistą od danego narządu, nie zamiast niego. Decyzja o systemowej terapii hormonalnej, jeśli w ogóle, zależy od całości obrazu, wskazań i przeciwwskazań, nigdy od jednego objawu. Czasem najważniejsze, co mogę zrobić, to spiąć te wątki w jedną całość i poukładać kolejność, a reszta toczy się już we współpracy z odpowiednimi specjalistami. Brzmi to skromnie, a bywa najważniejszym elementem całego leczenia. Realnie patrząc, nie wszystko da się „wysuszyć z powrotem” jednym ruchem, ale bardzo wiele da się złagodzić, a kobieta przestaje czuć, że zwariowała albo że to po prostu wiek i trzeba przywyknąć.
Najczęstsza reakcja, kiedy ułożę to pacjentce w jedną całość, jest zawsze podobna. Najpierw cisza, a potem: „To dlatego od dwóch lat pieką mnie oczy i język?”. Nikt jej wcześniej tego nie ułożył w całość, bo pytanie, które spina oko, usta, gardło i pęcherz moczowy w jedną historię, rzadko pada. A wystarczy wiedzieć, gdzie w ciele pracują estrogeny, żeby je w końcu postawić.
Dr n. med. Arleta Szczęsna – specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka endokrynologii, obesitologii, założycielka Kliniki Słowiańskiej i Centrum Menopauzy w Poznaniu.
Ma ponad 25-letnie doświadczenie zawodowe jako lekarz oraz 20-letnie doświadczenie kliniczne w opiece nad zdrowiem kobiet. Szczególnym obszarem jej pracy jest menopauza, zdrowie hormonalne kobiet oraz wpływ zmian hormonalnych na metabolizm, zdrowie serca, skład ciała, funkcje poznawcze i jakość życia.
Od wielu lat zajmuje się również medycyną zdrowia intymnego kobiet, w tym ginekologią regeneracyjną i nowoczesnymi metodami wspierającymi funkcje oraz komfort okolic intymnych na różnych etapach życia.
Jest lekarzem certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w zakresie kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.
Jej podejście opiera się na przekonaniu, że menopauza nie jest końcem aktywności, sprawczości ani dobrego samopoczucia, ale momentem, który wymaga mądrej, indywidualnej i uważnej opieki lekarskiej.
Informacje zawarte w artykułach mają charakter edukacyjny i nie zastępują indywidualnej konsultacji lekarskiej.