Migrena w menopauzie: kiedy aura naprawdę wyklucza hormony, a kiedy nie

Dlaczego u wielu kobiet z migreną, także z aurą, nowoczesna terapia hormonalna jest możliwa, jeśli dobierze się właściwą postać, dawkę i drogę podania

„Powiedziano mi, że przy migrenie z aurą o hormonach nie ma co marzyć, bo to za duże ryzyko udaru”. To jedno z częstszych zdań, jakie słyszę od kobiet, które w okolicach menopauzy szukają pomocy i odbijają się od kolejnych gabinetów. Brzmi rozsądnie. U części pacjentek rzeczywiście trzeba zachować ostrożność i starannie rozważyć ryzyko. Znacznie częściej jednak pada ono z rozpędu, na podstawie wiedzy sprzed dekad, i zamyka temat, zanim ktokolwiek przyjrzał się temu, jaką postać hormonów, jaką drogą i w jakiej dawce miałaby dostać akurat ta pacjentka.

Bo „hormony” to nie jedno i to samo. Czym innym są wysokie dawki syntetycznych hormonów z dawnej antykoncepcji, na których opiera się większość ostrzeżeń, a czym innym niska dawka estradiolu podawana przez skórę, bliska temu, co organizm sam kiedyś produkował. To rozróżnienie wraca w całej tej rozmowie i zależy od niego więcej, niż się z początku wydaje.

Dlaczego migrena nasila się właśnie w menopauzie

Mózg migrenowy jest wyjątkowo czuły na zmianęReaguje nie tyle na to, czy estrogenu jest dużoczy małoile na to, jak gwałtownie jego poziom się przesuwaDlatego ataki nasilają się tam, gdzie hormony skacząprzed miesiączką, po porodzie, a najmocniej w perimenopauziegdy poziom estrogenu najpierw faluje nierówno, a potem opada. 

Migrena w menopauzie - czy aura naprawdę przekreśla hormony w Poznaniu
Rycina 1. Mózg migrenowy reaguje na gwałtowne zmiany poziomu estrogenu, a nie na sam jego poziom. Napady (punkty) zwykle pojawiają się przy spadkach, gdy hormon faluje, a nie wtedy, gdy poziom jest równy. Wykres ma charakter poglądowy.
Dla pacjentki wygląda to tak, że migreny, z którymi przez lata jakoś się układała, nagle robią się częstsze i mniej przewidywalne, akurat wtedy, gdy dochodzą uderzenia gorąca, gorszy sen i rozchwiany nastrój. Łatwo wówczas uznać, że to jeden wielki chaos, na który nie ma rady. Tymczasem za sporą jego częścią stoi konkretny, dający się nazwać mechanizm: niestabilność hormonalna. A skoro mechanizm da się nazwać, da się też przy nim coś zrobić. Jedna z moich pacjentek ujęła to celniej niż niejeden podręcznik: mówiła, że najgorzej jest wtedy, gdy hormony raz są, a raz ich nie ma. Nie znała żadnej teorii, a trafiła w sedno. To właśnie ten rytm, w górę i w dół, bez ostrzeżenia, mózg migrenowy znosi najgorzej, gorzej niż sam niedobór, do którego z czasem potrafi się przyzwyczaić.

Skąd wziął się lęk przed hormonami

Przekonanie, że migrena wyklucza estrogen, nie wzięło się znikąd. Pochodzi z czasów, gdy badano wysokodawkową antykoncepcję doustną: preparaty syntetyczne, w dużych dawkach, obciążające naczynia i wątrobę zupełnie inaczej niż dzisiejsze leczenie menopauzalne. Na tamtych danych zbudowano ostrzeżenia, które do dziś powtarza się kobiecie w okresie przekwitania, choć dotyczą one innego leku, w innej dawce, podawanego inną drogą i u kogoś w innej sytuacji życiowej.

Stąd większość nieporozumień: zaciera się granica między syntetycznym hormonem łykanym w tabletce a estradiolem zbliżonym do naturalnego, wchłanianym przez skórę. U wielu kobiet kłopotem nie jest sama obecność hormonów. Kłopotem jest ich niestabilność i niedobór. Brzmi to jak niuans, a w praktyce przesądza o tym, czy pacjentka dostanie pomoc, czy usłyszy „nie” i wyjdzie z gabinetu z niczym.

Dlatego w gabinecie nie poprzestaję na samym rozpoznaniu migreny. Wracam do źródła tej ostrożności i sprawdzam, czego właściwie dotyczyła: jakiego preparatu, w jakiej dawce i jakiej drogi podania. Zwykle okazuje się, że odnosiła się do zupełnie innej epoki leczenia niż to, które rozważamy dziś. W tym punkcie wiedza wyraźnie poszła do przodu i warto z tego korzystać.

Aura, udar i to, co naprawdę wiemy

Tu trzeba mówić ostrożnie, bo rzecz dotyczy poważnego ryzyka i nie wolno go bagatelizować. Migrena z aurą faktycznie nieco podnosi wyjściowe ryzyko udaru, to prawda i każe traktować temat z uwagą. Jest jednak druga strona tej historii: estradiol podawany przez skórę, w postaci bliskiej naturalnej, w dostępnych badaniach nie wykazywał istotnego wzrostu tego ryzyka. Wzrost, o którym mówią starsze prace, wiązano przede wszystkim z hormonami syntetycznymi przyjmowanymi doustnie.

Warto też spojrzeć na to inaczej, bo dla pacjentek bywa to odkrywcze. Zanim kobieta z migreną z aurą trafia do mnie w menopauzie, ma już zwykle za sobą całe dekady życia rozrodczego, w których jej własny estrogen bywał znacznie wyższy niż jakakolwiek dawka proponowana w terapii, i przeszła przez nie bez udaru. Sam wysoki estrogen nie był więc dla niej wyzwalaczem katastrofy. To nie znaczy, że można machnąć ręką na ryzyko. Znaczy tylko, że samej etykiety „migrena z aurą” nie wolno traktować jak wyroku.

Dlatego zamiast z góry skreślać leczenie, rozsądniej usiąść i przejść przez realne czynniki ryzyka tej konkretnej kobiety, od wartości ciśnienia i palenia po pozostałe obciążenia, a także rozważyć postać i drogę podania hormonu. Dopiero z tego składa się uczciwa decyzja, nie ze słowa „aura” wpisanego do karty.

Dlaczego droga podania zmienia wszystko

To, czy estrogen się łyka, czy wchłania przez skórę, nie jest szczegółem technicznym, choć łatwo go za taki uznać. Estrogen doustny przechodzi najpierw przez wątrobę i to tam pobudza produkcję czynników krzepnięcia, stąd jego związek z ryzykiem zakrzepowym. Estradiol z plastra, żelu czy sprayu omija to pierwsze przejście przez wątrobę, utrzymuje równy, fizjologiczny poziom i nie obciąża krzepnięcia w ten sam sposób.

Migrena w menopauzie - czy aura naprawdę przekreśla hormony w Poznaniu
Rycina 2. Estrogen doustny przechodzi przez wątrobę i pobudza krzepnięcie, dlatego wiąże się z wyższym ryzykiem zakrzepowym; estradiol podawany przez skórę omija ten etap, a jego wpływ na to ryzyko jest zwykle neutralny (wykres poglądowy).
Dla mózgu migrenowego ma to znaczenie podwójne. Po pierwsze, droga przezskórna jest po prostu bezpieczniejsza naczyniowo. Po drugie, i to bywa zaskoczeniem, stabilny poziom estradiolu sam w sobie potrafi migrenę wyciszyć, bo odbiera jej dokładnie to, na co reaguje najmocniej: skoki. U wielu kobiet, gdy poziom hormonu przestaje szarpać w górę i w dół, ataki stają się rzadsze. Nie u każdej i nie od razu, ale na tyle często, że warto o tym mówić. Widać to czasem tam, gdzie nikt tego nie planował. Pacjentka przychodzi wyłącznie po pomoc na uderzenia gorąca i przerywany sen, dostaje estradiol w plastrze, a po kilku miesiącach wspomina mimochodem, że głowa boli ją rzadziej. To nie dowód z badania klinicznego, tylko obserwacja z gabinetu, ale powtarza się na tyle często, że trudno ją pominąć milczeniem.

A testosteron?

Mówi się o nim w tym kontekście najrzadziej, a pojawia się w badaniach. Niewielkie prace sugerują, że ciągłe, stabilne leczenie testosteronem u części kobiet zmniejsza częstość i nasilenie migren. To obszar wciąż słabo zbadany i nie obiecuję tu nikomu cudów, ale wpisuje się w ten sam obraz, który wraca przez cały tekst: mózg migrenowy lubi równy, przewidywalny poziom hormonów, niemal niezależnie od tego, którego z nich dotyczy.

Po co zaczynać od małej dawki

Sposób rozpoczęcia leczenia bywa równie ważny jak sam wybór preparatu. Mózgowi, który przywykł do hormonalnego chaosu, trzeba dać czas, by oswoił się ze stabilnością. Dlatego zaczyna się od małej dawki i zwiększa ją powoli, co ogranicza przejściowe bóle głowy w pierwszych tygodniach, zanim układ się dostroi. Z tej samej przyczyny lepiej trzymać się schematu ciągłego zamiast cyklicznego, w którym poziom hormonu co rusz podskakuje i opada dużymi skokami. U kobiet z migreną, ze względu na wpływ na naczynia, zwykle pomija się też doustny estrogen oraz syntetyczne progestageny. Cel pozostaje za każdym razem ten sam: równo, nisko, przewidywalnie.

To rozmowa o czymś więcej niż ból głowy

Jest jeszcze jeden powód, dla którego odruchowe „nie” kosztuje więcej, niż się wydaje. Kobieta, której odmówiono hormonów z powodu migreny, zostaje zwykle z całą resztą menopauzy: uderzeniami gorąca, przerywanym snem, spadkiem nastroju, suchością, których nikt już nie leczy, bo temat hormonów zamknięto na samym wejściu. A bywa, że to właśnie te objawy rujnują jej codzienność najmocniej, mocniej niż sama migrena. Decyzja powinna więc zapadać po rozważeniu całego obrazu, zamiast pod wpływem jednego hasła dopisanego do karty. W grę wchodzi cały sposób, w jaki kobieta przejdzie przez najbliższe lata życia.

Co możesz z tym zrobić

Jeśli usłyszałaś, że migrena zamyka Ci drogę do hormonów, zacznij od spokojnego sprawdzenia, na czym ta odmowa się opiera. Pytanie, które realnie zmienia rozmowę, brzmi: czy chodzi o stare dane z wysokodawkowej antykoncepcji, czy o nowoczesne, przezskórne leczenie menopauzalne. To nie jest to samo, a bywa wrzucane do jednego worka.

Jeśli rozważasz leczenie, rozmawiaj konkretnie: o estradiolu podawanym przez skórę, w plastrze albo żelu, w połączeniu z progesteronem bliskim naturalnemu, a nie o tabletce z hormonem syntetycznym. Poproś, żeby lekarz ocenił Twoją indywidualną sytuację: wartości ciśnienia, to, czy palisz, oraz pozostałe obciążenia zdrowotne. To one, a nie sama etykieta diagnozy, powinny przeważać w decyzji. Warto też zacząć od małej dawki, zwiększać ją powoli i przez pierwsze tygodnie prowadzić prosty zapis: kiedy przychodzą bóle głowy, jak śpisz, co się zmienia. Taka notatka bywa potem najlepszą wskazówką, czy leczenie idzie w dobrą stronę, czy trzeba je dostroić.

U siebie staram się, żeby taka decyzja zapadała we współpracy z neurologiem, bo spojrzenie z dwóch stron, hormonalnej i neurologicznej, dopiero razem układa pełny obraz.

Nie u każdej kobiety z migreną hormony okażą się właściwym wyborem. Czasem realne czynniki ryzyka każą zachować ostrożność i trzeba to uszanować. Ale u wielu sama migrena, nawet ta z aurą, nie jest powodem, by z góry zamykać drzwi. Warto dać sobie szansę i rozstrzygnąć to spokojnie oraz konkretnie, u kogoś, kto rozumie i hormony, i to, jak zachowuje się mózg migrenowy.

Dr n. med. Arleta Szczęsna – specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka endokrynologii, obesitologii, założycielka Kliniki Słowiańskiej i Centrum Menopauzy w Poznaniu.

Ma ponad 25-letnie doświadczenie zawodowe jako lekarz oraz 20-letnie doświadczenie kliniczne w opiece nad zdrowiem kobiet. Szczególnym obszarem jej pracy jest menopauza, zdrowie hormonalne kobiet oraz wpływ zmian hormonalnych na metabolizm, zdrowie serca, skład ciała, funkcje poznawcze i jakość życia.

Od wielu lat zajmuje się również medycyną zdrowia intymnego kobiet, w tym ginekologią regeneracyjną i nowoczesnymi metodami wspierającymi funkcje oraz komfort okolic intymnych na różnych etapach życia.

Jest lekarzem certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w zakresie kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.

Jej podejście opiera się na przekonaniu, że menopauza nie jest końcem aktywności, sprawczości ani dobrego samopoczucia, ale momentem, który wymaga mądrej, indywidualnej i uważnej opieki lekarskiej.

Informacje zawarte w artykułach mają charakter edukacyjny i nie zastępują indywidualnej konsultacji lekarskiej.

Czas Działać!

Im wcześniej zaczniesz obserwować swoje ciało,
tym łatwiej zadbać o wewnętrzną równowagę.