Omega-3 w menopauzie: komu naprawdę pomagają, a komu nie

Co kwasy omega-3 mogą dać kobiecie w okresie przekwitania, bez marketingowych obietnic, za to z konkretem

„Biorę te kapsułki z rybą od pół roku i szczerze nie wiem, czy mi w czymkolwiek pomagają”. To zdanie słyszę regularnie, zwykle od kobiet, które kupiły omega-3, bo ktoś polecił albo bo „podobno warto”, ale nikt im nie wytłumaczył, po co właściwie i czego mają się spodziewać. Brzmi znajomo i właśnie dlatego warto się przy tym zatrzymać. Omega-3 są dobrym przykładem rzeczy, która naprawdę bywa pomocna, a jednocześnie jest mocno przereklamowana. Nie zrobią z menopauzy łagodnego epizodu i nie zastąpią ani diety, ani ruchu, ani, jeśli jest wskazana, terapii hormonalnej. Potrafią jednak realnie wesprzeć kobietę w kilku obszarach, które akurat w tym czasie zaczynają szwankować naraz. Cała sztuka polega na tym, żeby wiedzieć, w których.

Czym właściwie są kwasy omega-3

To rodzina niezbędnych kwasów tłuszczowych. Niezbędnych, bo organizm sam ich nie wytwarza i musi je dostać z zewnątrz, z jedzenia albo z suplementu. Wchodzą w skład błon komórkowych, współdecydują o tym, jak komórki się porozumiewają, i biorą udział w wyciszaniu stanu zapalnego. Najważniejsze z nich to dwa o nieprzyjaznych nazwach: EPA i DHA. To one mają najwięcej wspólnego ze zdrowiem serca, mózgu i stawów, i to ich szuka się w dobrym preparacie. Warto to powiedzieć od razu, bo upraszcza późniejsze decyzje: „omega-3” na etykiecie to za mało. Liczy się, ile w środku jest właśnie EPA i DHA, a to bywa ukryte drobnym drukiem. W uproszczeniu DHA jest przede wszystkim budulcem mózgu i siatkówki, a EPA mocniej wiąże się z wyciszaniem stanu zapalnego; w praktyce potrzebujemy obu i większość dobrych preparatów zawiera je razem.

Dlaczego akurat w menopauzie nabierają znaczenia

Menopauza to nie tylko uderzenia gorąca. Spadek i rozchwianie estradiolu, najaktywniejszej postaci estrogenu, odbijają się na wielu układach naraz: na nastroju, na pamięci i koncentracji, na sercu, na stawach i na kościach. Estradiol pomagał utrzymywać korzystny profil cholesterolu i chronił naczynia; chronił też gęstość kości. Kiedy go ubywa, te zabezpieczenia słabną.
Omega-3 w menopauzie — komu naprawdę pomagają, a komu nie w Poznaniu
Rycina 1. Kwasy omega-3 mogą wspierać kobietę w menopauzie w kilku obszarach naraz; siła dowodów bywa jednak różna, najmocniejsza dla serca, słabsza dla nastroju i kości (ujęcie poglądowe).
I tu pojawia się punkt styczny. Omega-3 działają mniej więcej w tych samych obszarach, w których spadek estradiolu zostawia lukę, i dlatego bywają sensownym wsparciem właśnie w tym okresie. Nie zastępują estrogenu i nie robią tego, co terapia hormonalna; działają obok, na innej zasadzie, dokładając cegiełkę tam, gdzie i tak warto ją dołożyć. To dlatego coraz częściej rozmawiam o nich z pacjentkami jako o jednym z prostych, rozsądnych elementów dbania o siebie w tym czasie, o ile nie oczekuje się po nich więcej, niż mogą dać.

Co realnie mogą dać

Tu trzeba rozdzielić to, co dobrze udokumentowane, od tego, co obiecujące, ale mniej pewne, bo w marketingu wszystko wrzuca się do jednego worka „cudownych kwasów”.

Najmocniejsze dane dotyczą serca: omega-3, zwłaszcza w większych dawkach, mogą wyraźnie obniżać trójglicerydy, a łagodnie wspierają ciśnienie i ogólny profil lipidowy. To akurat ważne w menopauzie, gdy ryzyko sercowo-naczyniowe u kobiet rośnie.

W obszarze nastroju i funkcji poznawczych obraz jest mniej jednoznaczny. EPA i DHA uczestniczą w pracy układu nerwowego, DHA przede wszystkim jako budulec mózgu. Najwięcej danych dotyczy osób z objawami depresyjnymi, zwłaszcza gdy preparat zawiera większy udział EPA. Wyniki badań nie są jednak całkowicie spójne, dlatego omega-3 traktuję raczej jako element wspierający niż samodzielną metodę leczenia zaburzeń nastroju; jeśli objawy są nasilone, kapsułka z rybą nie wystarczy.

Choć DHA jest ważnym składnikiem błon komórek nerwowych, badania oceniające wpływ suplementacji omega-3 na pamięć, koncentrację i tak zwaną mgłę mózgową przynoszą mieszane wyniki. U części kobiet obserwuje się poprawę, ale nie jest ona na tyle przewidywalna, by traktować omega-3 jako leczenie zaburzeń poznawczych.

Działanie przeciwzapalne omega-3 może z kolei łagodzić ból i sztywność stawów, które w okolicach menopauzy dokuczają wielu kobietom, choć i tu efekt jest umiarkowany i indywidualny.

Pojawiają się badania sugerujące możliwy korzystny wpływ omega-3 na metabolizm kostny, jednak obecnie dowody są zbyt ograniczone, by uznać suplementację omega-3 za skuteczną metodę zapobiegania osteoporozie. Podstawą pozostają aktywność fizyczna, odpowiednia podaż białka, witaminy D oraz, gdy istnieją wskazania, leczenie hormonalne.

Warto przy tym dodać myśl szerszą. Omega-3 nie działają jak klasyczny lek przeciwzapalny, ale wpływają na powstawanie mediatorów stanu zapalnego, a sama menopauza wiąże się z nasileniem procesów zapalnych w organizmie. To dlatego bywają interesującym, choć skromnym dodatkiem właśnie w tym okresie życia, gdy ciche, przewlekłe zapalenie zaczyna ważyć więcej.

Najwyraźniej widzę to akurat po stronie serca. Pamiętam pacjentkę, której trójglicerydy uparcie trzymały się wysoko mimo diety; po kilku miesiącach porządnej dawki omega-3, obok reszty zaleceń, wynik wyraźnie spadł. To nie był cud. To było działanie, które akurat tutaj jest dobrze udokumentowane. Spektakularnych pojedynczych historii po stronie nastroju czy stawów mam znacznie mniej, i to też o czymś świadczy.

Jeśli miałabym uszeregować obszary działania omega-3 według siły dostępnych dowodów, na pierwszym miejscu znalazłyby się trójglicerydy i zdrowie sercowo-naczyniowe, dalej działanie przeciwzapalne, a dopiero później nastrój, funkcje poznawcze i zdrowie kości.

Na koniec ciekawostka, o którą pacjentki pytają częściej, niż można by sądzić: suchość oczu. W menopauzie spadek estrogenu nasila uczucie piasku pod powiekami, pieczenie i dyskomfort przy soczewkach, a omega-3 bywają tu pomocne u części kobiet, wpływając na jakość filmu łzowego. To nie ich główne zastosowanie, ale dla kobiety, której doskwiera właśnie to, potrafi być miłą, dodatkową korzyścią.

Z talerza czy z kapsułki

Najrozsądniej zacząć od jedzenia, nie od półki z suplementami. Najwięcej gotowych EPA i DHA jest w tłustych rybach morskich, takich jak łosoś, makrela czy sardynki. Źródła roślinne, takie jak siemię lniane, nasiona chia czy orzechy włoskie, dostarczają głównie kwasu alfa-linolenowego (ALA). Organizm potrafi przekształcać go do EPA i DHA, jednak wydajność tego procesu jest ograniczona i zależy między innymi od wieku, stanu zdrowia, płci oraz składu diety.

Omega-3 w menopauzie — komu naprawdę pomagają, a komu nie w Poznaniu
Rycina 2. Gotowe EPA i DHA dają przede wszystkim tłuste ryby, olej z alg oraz olej rybi i z kryla; źródła roślinne dostarczają ALA, które organizm przetwarza mało wydajnie (ujęcie poglądowe).

To dlatego u kobiety, która nie je ryb, samo posypywanie posiłków siemieniem rzadko wystarcza, by uzupełnić to, co naprawdę działa na serce i mózg. Roślinne ALA jest wartościowe, ale nie zastępuje w pełni tego, co dają ryby albo dobrze dobrane suplementy, i właśnie tę różnicę warto rozumieć, zanim wyda się pieniądze na „naturalny” preparat, który w praktyce daje głównie ALA.

Z drugiej strony nie ma sensu popadać w przeciwną skrajność i traktować ryb jak lekarstwa odmierzanego co do grama. Dwie lub trzy porcje tłustej ryby morskiej w tygodniu to rozsądny cel dla większości kobiet; reszta to już dietetyczny detal, którym nie warto się zadręczać.

Jeśli już suplement, to jaki

Suplement nie jest zamiennikiem dobrej diety, tylko jej uzupełnieniem tam, gdzie z jedzeniem nie domykamy potrzeb. Jeśli już się po niego sięga, warto wiedzieć, że różne preparaty nie są sobie równe.

Olej rybi to klasyk, bogaty w EPA i DHA; przy jego wyborze szukam informacji, że został oczyszczony z metali ciężkich i ma certyfikat jakości oraz zrównoważonego pozyskania. Dla kobiet jedzących roślinnie pierwszym wyborem jest olej z alg: w pełni roślinne źródło, które dostarcza EPA i DHA bezpośrednio, i to właśnie jego zwykle im polecam. Wokół oleju z kryla narosło sporo zainteresowania ze względu na zawartość astaksantyny, naturalnego przeciwutleniacza; część badań sugeruje nieco lepszą biodostępność niektórych frakcji omega-3, ale jak dotąd nie wykazano jednoznacznie, by przekładało się to na wyraźnie lepsze efekty kliniczne niż przy dobrej jakości oleju rybim. Olej lniany kusi jako „roślinna omega-3”, ale dostarcza wyłącznie ALA, więc do wsparcia serca i mózgu sprawdza się słabiej niż pozostałe. Postać, płynna czy kapsułki, to już kwestia wygody.

Krótko mówiąc, u większości kobiet pierwszym wyborem pozostaje porządny, oczyszczony olej rybi albo, u jedzących roślinnie, olej z alg. Resztę traktuję jako warianty dla konkretnych potrzeb czy preferencji, a nie jako coś, bez czego nie można się obejść.

Ile i na co uważać

O dawce mówi się zwykle w okolicach jednego do dwóch gramów łącznego EPA i DHA na dobę, ale konkretną ilość najlepiej ustalić indywidualnie, zależnie od tego, o co nam chodzi. Suplementy przyjmuje się do posiłku: lepiej się wchłaniają i rzadziej zostawiają rybi posmak.

Dla dociekliwych istnieje nawet sposób, by sprawdzić rzeczywiste wysycenie organizmu: tak zwany indeks omega-3, czyli zawartość EPA i DHA w błonach czerwonych krwinek. W codziennej praktyce wykonuje się go jednak rzadko, bo jego wynik i tak rzadko zmienia zalecenia.

Jest też kilka rzeczy, o których marketing milczy. Omega-3 w wyższych dawkach mogą nieco wydłużać czas krzepnięcia, więc u kobiety przyjmującej leki przeciwkrzepliwe albo szykującej się do zabiegu nie jest to decyzja do podjęcia na własną rękę: wymaga rozmowy z lekarzem. Warto też pamiętać o jakości: tani, utleniony olej rybi potrafi zaszkodzić bardziej, niż pomóc, a „im więcej, tym lepiej” w przypadku suplementów po prostu nie obowiązuje. Preparat reklamujący ogromne dawki jako zaletę samą w sobie warto potraktować raczej jako sygnał ostrożności niż przewagę.

Dla kogo szczególnie warto

Gdybym miała wskazać kobiety, którym omega-3 dają najwięcej, byłyby to przede wszystkim te, które ryb prawie nie jadają, bo u nich luka jest największa. Dalej te z podwyższonymi trójglicerydami, bo tu efekt jest najpewniejszy. Sięgam po nie również jako po dodatek u kobiet z dokuczliwym bólem stawów albo z obniżonym nastrojem, zawsze jednak obok właściwego leczenia, a nie zamiast niego. Wegetarianki i weganki kieruję wprost na olej z alg. Komu z kolei dadzą najmniej? Kobiecie, która i tak je dużo tłustych ryb: u niej kapsułka niewiele już dołoży, a czasem jest po prostu zbędnym wydatkiem.

Co możesz z tym zrobić

Zacznij od talerza. Jeśli lubisz ryby, dwie porcje tłustej ryby morskiej w tygodniu dają więcej niż większość kapsułek, a przy okazji całą resztę tego, co w rybie wartościowe. Dopiero jeśli ryb nie jadasz albo wiesz, że jesz ich za mało, sięgnij po suplement.

Wybierając go, nie sugeruj się dużym napisem „omega-3” na froncie. Sprawdź na odwrocie, ile jest w nim EPA i DHA razem; to ta liczba ma znaczenie. Wiele popularnych kapsułek zawiera zaledwie 200 do 300 mg EPA i DHA, więc sama liczba kapsułek w opakowaniu nic nie mówi o jakości preparatu; liczy się rzeczywista zawartość tych dwóch kwasów. Szukaj preparatu oczyszczonego i certyfikowanego; jeśli nie jesz produktów zwierzęcych, wybierz olej z alg. Bierz kapsułkę do posiłku i daj jej uczciwe kilka tygodni, zanim ocenisz, czy coś się zmienia, bo omega-3 nie działają z dnia na dzień. A jeśli przyjmujesz leki rozrzedzające krew albo masz przed sobą operację, zapytaj najpierw lekarza.

I jeszcze jedno, bo to chyba najważniejsze. Omega-3 są wsparciem, nie fundamentem. Jeśli liczysz, że kapsułka załatwi nastrój, sen, serce i stawy naraz, rozczarujesz się, i słusznie. Ale jako jeden z elementów rozsądnego planu, obok dobrej diety, ruchu i, gdy trzeba, terapii hormonalnej, mają swoje miejsce. Skromne, ale realne. I właśnie tak warto je traktować.

Dr n. med. Arleta Szczęsna – specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka endokrynologii, założycielka Kliniki Słowiańskiej i Centrum Menopauzy w Poznaniu.

Ma ponad 25-letnie doświadczenie zawodowe jako lekarz oraz 20-letnie doświadczenie kliniczne w opiece nad zdrowiem kobiet. Szczególnym obszarem jej pracy jest menopauza, zdrowie hormonalne kobiet oraz wpływ zmian hormonalnych na metabolizm, zdrowie serca, skład ciała, funkcje poznawcze i jakość życia.

Od wielu lat zajmuje się również medycyną zdrowia intymnego kobiet, w tym ginekologią regeneracyjną i nowoczesnymi metodami wspierającymi funkcje oraz komfort okolic intymnych na różnych etapach życia.

Jest lekarzem certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w zakresie kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.

Jej podejście opiera się na przekonaniu, że menopauza nie jest końcem aktywności, sprawczości ani dobrego samopoczucia, ale momentem, który wymaga mądrej, indywidualnej i uważnej opieki lekarskiej.

Informacje zawarte w artykułach mają charakter edukacyjny i nie zastępują indywidualnej konsultacji lekarskiej.

Czas Działać!

Im wcześniej zaczniesz obserwować swoje ciało,
tym łatwiej zadbać o wewnętrzną równowagę.