Pacjentka w pełni sił zawodowych łapie się nagle na tym, że w połowie zdania ucieka jej znajome słowo. Że weszła do pokoju i nie wie po co. Że przeczytała ten sam akapit trzy razy i dalej nie wie, co w nim było. Po cichu rodzi się myśl, której rzadko mówi się głośno: czy z moją głową dzieje się coś poważnego. Trudno się dziwić, bo to są przecież objawy, które kojarzymy z otępieniem. Rzecz w tym, że dokładnie te same dolegliwości zna ogromna część kobiet w okolicach menopauzy, u których z otępieniem nie mają one nic wspólnego.
Mgła mózgowa nie jest terminem medycznym. To potoczna nazwa stanu, w którym myślenie robi się jakby zamglone: uciekają słowa, gubi się wątek, trudno utrzymać uwagę przy lekturze czy filmie, a lista spraw puchnie, bo bez zapisania nic nie chce zostać w pamięci. Bywa szczególnie dokuczliwa w pracy, zwłaszcza u kobiet, które przez całe życie były operatywne, a nagle muszą notować wszystko.
W okresie peri- i menopauzy taka mgła jest wyjątkowo częsta, należy do najczęściej zgłaszanych dolegliwości tego czasu i w jakiejś postaci pojawia się u zdecydowanej większości kobiet. Jedna z pacjentek ujęła to tak: znam to słowo, mam je na końcu języka, a nie potrafię go złapać. To, co odróżnia mgłę od zwykłego roztargnienia, którego każdy czasem doświadcza, to skala i nagłość: pojawia się stosunkowo szybko u kogoś, kto wcześniej nie miał z tym kłopotu. I właśnie ta zmiana, a nie sam objaw, niepokoi najbardziej. Internet zaś zwykle dolewa oliwy do ognia, bo te same hasła wpisane w wyszukiwarkę prowadzą prosto do najczarniejszego scenariusza.
Otępienie to kilka chorób. Najczęstsze to choroba Alzheimera, otępienie naczyniopochodne i otępienie czołowo-skroniowe. Różnią się obrazem, jedno zaczyna od pamięci, inne wcześniej zmienia zachowanie i osobowość, ale łączy je to, że uszkadzają mózg w sposób postępujący i z czasem coraz głębiej odbierają sprawność.
To słowo, postępujące, jest tu kluczowe, bo odróżnia otępienie od większości stanów, z którymi pacjentka trafia do mnie z obawą o pamięć. W otępieniu objawy się nie cofają i nie znikają na kilka dni. Powoli, na przestrzeni miesięcy i lat, jest ich więcej i są głębsze. Brzmi to groźnie i takie jest, ale właśnie ta cecha bywa jedną z najważniejszych wskazówek, że to, czego doświadcza konkretna pacjentka, otępieniem najczęściej nie jest. Warto też wiedzieć, że otępienie częściej dotyka kobiet niż mężczyzn, co w gabinecie wciąż budzi zdziwienie, a powinno nas obchodzić bardziej, niż się przyjęło.
Estradiol, progesteron i testosteron kojarzymy z cyklem i płodnością, ale ich rola sięga znacznie dalej. Wszystkie trzy uczestniczą w pracy mózgu i w procesach poznawczych: pobudzają komórki nerwowe, wspierają powstawanie nowych komórek oraz połączeń między nimi, a na poziomie komórkowym pomagają neuronom spalać glukozę, podstawowe paliwo mózgu. Kiedy w perimenopauzie ich poziom najpierw faluje, a potem opada i już niski zostaje, mózg, jak reszta ciała, wchodzi w stan nagłego niedoboru.
Stąd cała wiązka objawów, które na pierwszy rzut oka nie mają wspólnego mianownika: kłopoty z pamięcią, trudność w utrzymaniu uwagi, szukanie słów, gubienie wątku, łatwe dezorientowanie. Dochodzą do tego uderzenia gorąca, gorszy sen, niepokój, obniżony nastrój. Mówi się, że w tym czasie obniża się ogólny poziom energii w samym mózgu, a narząd, który dostaje mniej paliwa, po prostu pracuje gorzej. Co istotne i uspokajające, ten przejściowy spadek zużycia energii w części obszarów mózgu nie jest oznaką choroby neurodegeneracyjnej, a raczej śladem tego, że mózg dostraja się do nowego, niskohormonalnego środowiska. To nie są osobne awarie, to jeden spadek widoczny w wielu miejscach naraz.
Testosteron bywa w tej opowieści pomijany, a wzmacnia połączenia nerwowe oraz sprzyja jasności myślenia i energii. Wszystkie te hormony poprawiają też przepływ krwi do mózgu, co dla narządu zużywającego nieproporcjonalnie dużo tlenu i glukozy nie jest drobiazgiem. Dla pacjentki najtrudniejsze bywa to, że zmiana przychodzi nagle: przez całe życie mózg pracował w znanym rytmie, a teraz niemal z miesiąca na miesiąc zaczyna zawodzić tam, gdzie wcześniej nigdy nie zawodził.
Jest jeszcze jeden mechanizm, który wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy zacznę dopytywać o sen. Bardzo często okazuje się, że pacjentka nie przespała porządnie nocy od miesięcy, czasem od lat, bo wybudzają ją nocne poty, kołatanie serca, niepokój albo kolejne wstawanie do toalety. A mózg nie utrwala wspomnień w ciągu dnia, robi to nocą, podczas snu. Jeśli każda noc jest w istocie serią krótkich drzemek zamiast jednego głębokiego snu, kłopoty z pamięcią stają się niemal nieuniknione, i nie trzeba do tego żadnej choroby mózgu. Bywa, że samo uporządkowanie snu zmienia więcej niż niejedna inna interwencja.
Wśród chorych na chorobę Alzheimera kobiety stanowią większość, chorują na nią około trzy razy częściej niż mężczyźni. Bywają rozpoznawane później i szybciej tracą sprawność. Coraz częściej mówi się, i to chyba najważniejsza zmiana w myśleniu o tej chorobie, że Alzheimer to nie choroba starości, a wieku średniego, której objawy ujawniają się dopiero po latach, gdy proces toczy się już od dawna.
Od dawna wiadomo też, że u kobiet po menopauzie ryzyko choroby Alzheimera rośnie, bo hormony płciowe działają na mózg ochronnie. Im dłużej kobieta pozostaje w stanie niskich hormonów, tym ryzyko wyższe. Dlatego kobiety z przedwczesną niewydolnością jajników, u których menopauza następuje bardzo wcześnie, jeszcze przed czterdziestką, mają, o ile nie otrzymują leczenia hormonalnego, wyższe ryzyko niż kobiety wchodzące w menopauzę w typowym wieku. Coraz więcej danych wskazuje przy tym, że mózg najlepiej odpowiada na leczenie hormonalne wtedy, gdy włącza się je w okresie okołomenopauzalnym lub we wczesnych latach po menopauzie, a nie po wielu latach życia na niskich hormonach. Ten argument potrafi w gabinecie zmienić całą rozmowę o tym, czy i kiedy w ogóle warto się leczyć.
Zanim cokolwiek przypiszemy menopauzie, warto wykluczyć kilka innych, banalnie częstych przyczyn, bo nie każda mgła ma podłoże hormonalne. Podobny obraz, zmęczenie, gorszą pamięć, rozkojarzenie, potrafią dać niedoczynność tarczycy, niedobór witaminy B12, niedobór żelaza, niedobór witaminy D, depresja, przewlekły stres, obturacyjny bezdech senny czy insulinooporność. To nie lista do samodzielnego odhaczania. To raczej powód, by mgły mózgowej nie traktować jako diagnozy z góry przesądzonej. Często wystarczy kilka prostych badań, żeby obraz się rozjaśnił, a bywa, że przyczyna okazuje się zupełnie inna, niż pacjentka się obawiała.
Najuczciwsza odpowiedź brzmi: nie ma jednego testu, który to rozstrzyga. Są za to wskazówki, które naprowadzają, i kilka pytań, które zadaję niemal zawsze: o tempo, o to, czy bywają dni lepsze i gorsze, oraz o to, co jeszcze dzieje się z ciałem w tym samym czasie.
Mgła mózgowa faluje. Miewa lepsze i gorsze dni, nasila się przy niewyspaniu i w stresie, a przy właściwie dobranym leczeniu hormonalnym, w odpowiedniej dawce i postaci, u części pacjentek z dodatkiem testosteronu, pamięć i jasność myślenia zwykle się poprawiają. Otępienie zachowuje się inaczej. Postępuje. Objawy nie przychodzą i nie odchodzą. Z czasem narastają, a do kłopotów z pamięcią dołączają zmiany osobowości i wycofywanie się z kontaktów. To rozróżnienie bywa kluczowe, choć w pojedynczej rozmowie rzadko jest oczywiste i nieraz potrzeba czasu oraz obserwacji, żeby zobaczyć, w którą stronę rzecz się toczy.
Jest jeszcze jedna wskazówka, subtelna, a zaskakująco trafna. Pacjentka z menopauzalną mgłą zwykle bardzo dokładnie opisuje swoje trudności i mocno się nimi martwi. W wielu postaciach otępienia bywa odwrotnie: problem wcześniej dostrzega rodzina niż sama osoba, a zainteresowany często go umniejsza. Samo to, kto siedzi naprzeciwko mnie zaniepokojony, już coś podpowiada. Jedna z pacjentek wróciła po kilku tygodniach od włączenia leczenia i powiedziała mimochodem, że znów czyta książki, że nie zauważyła nawet chwili, w której przestała, dopóki to do niej nie wróciło. Nie u każdej tak będzie i nie zawsze tak szybko, ale ten rodzaj poprawy, falujący i odwracalny, mówi o przyczynie więcej niż niejedno badanie.
To obawa, która pada w gabinecie często, czasem półgłosem, czasem dopiero przy drzwiach: skoro chorował ktoś bliski, czy mnie też to czeka. Lęk jest zrozumiały, bo obciążenie rodzinne rzeczywiście podnosi ryzyko. Ale samo to, że chorował rodzic, niczego nie przesądza. Na ryzyko otępienia składa się splot genów, zdrowia, środowiska i stylu życia, a w tym splocie zaskakująco wiele leży w zasięgu ręki. Co więcej, to właśnie osoby z obciążeniem rodzinnym najwięcej zyskują na świadomym ograniczaniu ryzyka, bo mają od czego odejmować.
Do czynników, które można modyfikować, należą między innymi nadciśnienie, podwyższony cholesterol, cukrzyca, choroby sercowo-naczyniowe, nadwaga i otyłość oraz depresja. Część z nich da się leczyć, część uprzedzić, a żadnego nie trzeba zostawiać samemu sobie. Uderzające jest to, co łączy tę listę: w dużej mierze pokrywa się z tym, co chroni serce i naczynia, więc dbając o jedno, mimochodem dba się o drugie.
Tu akurat mam dobre wiadomości, bo lista rzeczy w zasięgu ręki jest długa. Zdrowa dieta, regularny ruch i głęboki sen poprawiają i podtrzymują pracę mózgu. Brzmi banalnie, bywa lekceważone, a należy do najlepiej udokumentowanych sposobów dbania o głowę. Właściwie dobrana terapia hormonalna, u części kobiet z testosteronem, zwykle łagodzi samą mgłę i pomaga myśleć wyraźniej, a wiele pacjentek zauważa przy okazji, że wraca im energia i ochota na ruch oraz poprawia się sen, co znów pracuje na korzyść mózgu. W tym wszystkim bardziej liczy się systematyczność niż heroiczne zrywy: kilka spokojnych spacerów w tygodniu i porządnie przespane noce robią dla głowy więcej niż jeden wyczerpujący trening raz na jakiś czas.
Jeśli więc po pięćdziesiątce zaczynasz gubić słowa i wątek, nie zakładaj z góry najgorszego, ale też tego nie lekceważ. Między spokojnym „wszystko w porządku” a „to otępienie” rozciąga się ogromna przestrzeń, którą u kobiet w tym wieku najczęściej wypełnia właśnie menopauza. Czasem mówię pacjentce, że mózg w menopauzie nie tyle choruje, co zostaje bez paliwa, do którego przez dekady przywykł, i że sporą część tej historii da się napisać inaczej. Sprawdzić to jednak warto, spokojnie i bez wyroków.
Dr n. med. Arleta Szczęsna – specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka endokrynologii, założycielka Kliniki Słowiańskiej i Centrum Menopauzy w Poznaniu.
Ma ponad 25-letnie doświadczenie zawodowe jako lekarz oraz 20-letnie doświadczenie kliniczne w opiece nad zdrowiem kobiet. Szczególnym obszarem jej pracy jest menopauza, zdrowie hormonalne kobiet oraz wpływ zmian hormonalnych na metabolizm, zdrowie serca, skład ciała, funkcje poznawcze i jakość życia.
Od wielu lat zajmuje się również medycyną zdrowia intymnego kobiet, w tym ginekologią regeneracyjną i nowoczesnymi metodami wspierającymi funkcje oraz komfort okolic intymnych na różnych etapach życia.
Jest lekarzem certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w zakresie kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.
Jej podejście opiera się na przekonaniu, że menopauza nie jest końcem aktywności, sprawczości ani dobrego samopoczucia, ale momentem, który wymaga mądrej, indywidualnej i uważnej opieki lekarskiej.
Informacje zawarte w artykułach mają charakter edukacyjny i nie zastępują indywidualnej konsultacji lekarskiej.