Pierwsze pokolenie kobiet, dla którego rak szyjki macicy przestaje być realnym zagrożeniem

Co naprawdę wykazało nowe brytyjskie badanie nad szczepieniem przeciw HPV, czego jeszcze nie wykazało, i co z tego wynika dla ciebie i dla twojej córki

Jako ginekolog rzadko mam okazję przekazać pacjentce wiadomość jednoznacznie dobrą. Medycyna zwykle mówi półtonami, o ryzyku, o prawdopodobieństwie, o tym, że coś można zmniejszyć, ale nie usunąć. Dlatego kiedy w czerwcu 2026 roku przeczytałam wyniki nowego brytyjskiego badania, zatrzymałam się na dłużej. To jeden z tych rzadkich momentów, w których naprawdę można mówić o przełomie w zapobieganiu nowotworowi, który jeszcze dwadzieścia lat temu był jednym z najczęstszych nowotworów kobiet na świecie. 

Media podały tę wiadomość w wersji uproszczonej, czasem aż za bardzo. Dlatego chcę powiedzieć dokładnie, co wynika z danych, a co nie, bo akurat tutaj precyzja ma znaczenie. Mówimy w końcu o szczepieniu, które rodzice rozważają dla swoich dwunastoletnich córek, i o badaniu, które robisz dla siebie. 

Co dokładnie pokazało brytyjskie badanie

Zespół profesora Petera Sasieniego i Mileny Falcaro z Queen Mary University of London przeanalizował dane o zgonach z powodu raka szyjki macicy w Anglii i opublikował je w czerwcu 2026 roku w czasopiśmie The Lancet. To jedna z pierwszych krajowych analiz wpływu szczepień przeciw HPV nie na samą zachorowalność, ale właśnie na umieralność, czyli na to, co liczy się najbardziej. 

Najważniejszy wynik brzmi tak. W latach 2020 do 2024, po raz pierwszy w historii prowadzenia takich danych, w Anglii nie odnotowano ani jednego zgonu z powodu raka szyjki macicy w grupie kobiet w wieku od dwudziestu do dwudziestu czterech lat. Bez szczepień spodziewano się w tej grupie około dwudziestu trzech zgonów. We wcześniejszym okresie, między rokiem 2015 a 2019, umieralność w tej samej grupie wieku spadła o około osiemdziesiąt procent. Autorzy szacują, że program szczepień zapobiegł w Anglii już mniej więcej dwustu zgonom. 

Te liczby mają swoje wytłumaczenie w czasie. Szczepienia przeciw HPV wprowadzono w Anglii w 2008 roku, dla dziewcząt w wieku dwunastu i trzynastu lat, a w tym właśnie roczniku zaszczepiono potem blisko dziewięćdziesiąt procent dziewcząt. Pierwsze zaszczepione kobiety dopiero teraz wchodzą w trzecią dekadę życia, więc dziś oglądamy zaledwie początek efektu. Ryzyko zgonu z powodu raka szyjki macicy przed trzydziestym rokiem życia u dziewcząt zaszczepionych w wieku dwunastu czy trzynastu lat jest dziś oceniane jako bliskie zeru. 

Czego to badanie jeszcze nie mówi

I tu muszę zaciągnąć hamulec, bo łatwo wyciągnąć wniosek zbyt daleki. Z tych danych nie wynika, że rak szyjki macicy zniknął, ani że po szczepieniu nie ma już z jego powodu żadnych zgonów. Prawidłowe zdanie brzmi ostrożniej. W Anglii po raz pierwszy nie odnotowano zgonów w najmłodszej, najlepiej zaszczepionej grupie kobiet, a u dziewcząt zaszczepionych wcześnie ryzyko jest dziś bliskie zeru. 

Dlaczego to jeszcze nie koniec choroby. Po pierwsze, starsze roczniki kobiet nigdy nie były szczepione, bo program po prostu jeszcze nie istniał. Po drugie, część kobiet, które miały taką możliwość, ze szczepienia nie skorzystała, a część zaszczepiono później, w wieku kilkunastu lat, kiedy mogły już zetknąć się z wirusem, więc ochrona bywała słabsza. Po trzecie, i to chcę podkreślić najmocniej, szczepienie nie zwalnia z badań przesiewowych. Cytologia i testy w kierunku HPV pozostają konieczne, zwłaszcza u kobiet starszych i niezaszczepionych. Szczepionka i screening to nie alternatywy, lecz dwie strony tej samej ochrony. 

Dlaczego mówię o przełomie

Mimo tych zastrzeżeń nie waham się użyć słowa przełom, i to z konkretnego powodu. Jako lekarka prawdopodobnie po raz pierwszy w historii medycyny mogę obserwować nowotwór lity, którego zgony w młodym pokoleniu praktycznie znikają dzięki jednemu szczepieniu podanemu w dzieciństwie. To nie jest spowolnienie choroby ani lepsze jej leczenie.  

Sens tej zmiany widać dopiero w szerszym kadrze. Wirus brodawczaka ludzkiego, czyli HPV, odpowiada za niemal wszystkie przypadki raka szyjki macicy. To dlatego szczepienie, które chroni przed najgroźniejszymi typami tego wirusa, potrafi tak radykalnie zmienić statystyki. Jeszcze dwie dekady temu mówiliśmy o kontrolowaniu tej choroby. Dziś Światowa Organizacja Zdrowia mówi już o jej eliminacji jako problemu zdrowia publicznego, pod jednym warunkiem, że utrzymamy wysoki poziom szczepień i regularne badania przesiewowe. Wcześniejsze brytyjskie dane pokazały zresztą, że u dziewcząt zaszczepionych w wieku dwunastu i trzynastu lat zachorowalność na raka szyjki macicy spadła o około osiemdziesiąt siedem procent. Teraz dołączyły do tego dane o przeżyciu. 

Trzeba jednak pamiętać, że w skali świata ta choroba wciąż jest realna i wciąż zabija. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia w 2020 roku rozpoznano około sześciuset czterech tysięcy nowych przypadków raka szyjki macicy, a około trzysta czterdzieści dwa tysiące kobiet z jego powodu zmarło, przy czym zdecydowana większość tych zgonów przypada na kraje o niższych dochodach, gdzie dostęp do szczepień i badań jest ograniczony. Brytyjski wynik nie jest więc punktem dojścia dla całego świata, tylko zapowiedzią tego, co staje się możliwe tam, gdzie obie te ochrony działają. 

Dwie rzeczy, które naprawdę chronią

Z perspektywy gabinetu cała ta wiedza sprowadza się do dwóch prostych, konkretnych działań, o których rozmawiam z pacjentkami i z matkami nastoletnich córek. Pierwsze dotyczy następnego pokolenia. Jeśli masz córkę w wieku szczepień, to jest dokładnie ten moment, w którym jednym prostym wyborem możesz odjąć jej z życia jedno z realnych zagrożeń onkologicznych. Najlepiej zaszczepić przed kontaktem z wirusem, dlatego program celuje w dziewczęta przed okresem dojrzewania, choć w wielu sytuacjach sięga się też po szczepienie nadrabiające u starszych. 

Drugie działanie dotyczy ciebie. Jeśli należysz do roczników, które nie były szczepione, albo nie masz pewności co do swojej historii, twoją najlepszą ochroną pozostaje regularny screening, czyli cytologia i test na obecność HPV, wykonywane zgodnie z zaleceniami. To badanie wykrywa zmiany na etapie, na którym są jeszcze całkowicie wyleczalne, na długo zanim staną się rakiem. Najwięcej tracą te kobiety, które wypadają z systemu badań, często nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że nikt im o tym spokojnie nie przypomniał. 

Spojrzenie z perspektywy całego życia kobiety

Patrzę na zdrowie kobiety jako na ciągłość, od szczepień nastolatki aż po menopauzę i lata po niej. Profilaktyka HPV jest tego najlepszym przykładem, bo decyzja zapada w wieku kilkunastu lat, a chroni przez całe dorosłe życie. 

Dlatego to brytyjskie badanie czytam nie tylko jako ciekawostkę naukową, ale jako bardzo osobistą wiadomość dla moich pacjentek. Nasze córki mogą należeć do pierwszego pokolenia kobiet w historii, dla którego rak szyjki macicy przestanie być realnym zagrożeniem. Żeby tak się stało, wystarczą dwie rzeczy, których nie zastąpi żaden przełom: zaszczepić we właściwym czasie i nie rezygnować z badań. To rzadki w medycynie moment, w którym tak wiele zależy od dwóch decyzji tak prostych, a zarazem tak brzemiennych w skutki. 

Według amerykańskiej agencji do spraw leków FDA rejestracja szczepionki  (preparat dziewięciowalentny) jest wskazany dla kobiet i mężczyzn od 9 do 45 roku życia natomiast Europejska Agencja EMA/Chpl rejestruje od 9 rż bez górnej granicy wieku pozostawiając to do decyzji pacjentów i lekarzy i  indywidulanych wskazań. 

Dr n. med. Arleta Szczęsna – specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka endokrynologii, obesitologii, założycielka Kliniki Słowiańskiej i Centrum Menopauzy w Poznaniu.

Ma ponad 25-letnie doświadczenie zawodowe jako lekarz oraz 20-letnie doświadczenie kliniczne w opiece nad zdrowiem kobiet. Szczególnym obszarem jej pracy jest menopauza, zdrowie hormonalne kobiet oraz wpływ zmian hormonalnych na metabolizm, zdrowie serca, skład ciała, funkcje poznawcze i jakość życia.

Od wielu lat zajmuje się również medycyną zdrowia intymnego kobiet, w tym ginekologią regeneracyjną i nowoczesnymi metodami wspierającymi funkcje oraz komfort okolic intymnych na różnych etapach życia.

Jest lekarzem certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w zakresie kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.

Jej podejście opiera się na przekonaniu, że menopauza nie jest końcem aktywności, sprawczości ani dobrego samopoczucia, ale momentem, który wymaga mądrej, indywidualnej i uważnej opieki lekarskiej.

Informacje zawarte w artykułach mają charakter edukacyjny i nie zastępują indywidualnej konsultacji lekarskiej.

Czas Działać!

Im wcześniej zaczniesz obserwować swoje ciało,
tym łatwiej zadbać o wewnętrzną równowagę.