Masz pytania?
Zadaj nam pytanie
14 lutego 2026 • Czas czytania: 12 minut

Witaminy z grupy B w menopauzie: rusztowanie, którego nie widać

W menopauzie cała uwaga, i słusznie, skupia się na hormonach. Tymczasem zmęczenie, mgła w głowie, rozdrażnienie czy kołatanie serca nie zawsze biorą się wyłącznie ze spadku estrogenu. Czasem pod tym samym obrazem chowa się coś znacznie prostszego i łatwiejszego do naprawienia: niedobór witamin z grupy B.
Mają w sobie coś przewrotnego. Nikt nie robi sobie zdjęcia z opakowaniem witaminy B12 ani nie chwali się „kompleksem B” jak nową terapią. A jednak to ta niepozorna grupa związków bywa w menopauzie cichym rusztowaniem, na którym trzyma się reszta: energia, nastrój, serce, pamięć.

Po ponad dwudziestu latach praktyki nauczyłam się jednej rzeczy: spadek estrogenu rzeczywiście tłumaczy większość tych skarg, ale zanim wszystko przypiszę hormonom, sprawdzam, czy organizm ma czym te hormony obsłużyć. Zaskakująco często okazuje się, że brakuje mu właśnie witamin z grupy B.

dr n. med. Arleta Szczęsna Poznań dr n. med. Arleta Szczęsna Ginekolog, endokrynolog, położnik, obesitolog. Założycielka Kliniki Słowiańskiej

Poniższy materiał ma charakter edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani zachęty do konkretnej terapii. Każda decyzja diagnostyczno-terapeutyczna powinna być podejmowana indywidualnie z lekarzem.

Osiem witamin, jeden zespół

Witamin z grupy B jest osiem i lubią pracować razem. Dlatego w aptece częściej spotyka się „kompleks B” niż pojedyncze preparaty. Każda ma jednak swoją specjalność. Spora część z nich, czyli tiamina (B1), ryboflawina (B2), niacyna (B3), kwas pantotenowy (B5) i biotyna (B7), pracuje przede wszystkim przy zamianie jedzenia w energię, przy czym niacyna wspiera dodatkowo krążenie i układ nerwowy, kwas pantotenowy pracę nadnerczy, a biotyna skórę i włosy. Pirydoksyna (B6) jest niezbędna do produkcji neuroprzekaźników. Foliany (B9) i kobalamina (B12) odpowiadają z kolei za podziały komórek, produkcję krwi i metylację.

Jest w nich ciekawostka, która ma praktyczne znaczenie. Poza witaminą B12 są to związki rozpuszczalne w wodzie, których organizm prawie nie magazynuje: to, czego nie zużyje, po prostu wydala z moczem. W praktyce ich poziom trzeba uzupełniać na bieżąco, z dnia na dzień. B12 jest tu wyjątkiem, bo jej zapasy w wątrobie potrafią wystarczyć na lata, dlatego niedobór rozwija się powoli, po cichu, i bywa rozpoznawany dopiero wtedy, gdy daje już wyraźne objawy. To jeden z powodów, dla których o B12 myślę u pacjentek osobno, a nie „przy okazji” całego kompleksu.

Dlaczego menopauza zmienia tę równację

Tu zaczyna się część, którą uważam za najważniejszą i którą najrzadziej omawia się w gabinecie. W metabolizmie każdego z nas krąży aminokwas zwany homocysteiną. Przy zbyt wysokim stężeniu uszkadza on śródbłonek naczyń krwionośnych i jest uznanym, niezależnym czynnikiem ryzyka sercowo-naczyniowego. Witaminy B6, B9 i B12 to enzymatyczne kofaktory, które pomagają tę homocysteinę rozłożyć i utrzymać w ryzach.

Problem polega na tym, że po menopauzie homocysteina rośnie. W badaniach kobiety kilka lat po ostatniej miesiączce miały ją wyraźnie wyższą niż kobiety przed menopauzą. I tu uczciwa uwaga, której nie pominę: ten wzrost nie wynika wyłącznie z niedoboru witamin. Wynika również z samego spadku estrogenu, który wcześniej wpływał na ten szlak korzystnie. To dlatego u kobiet stosujących hormonalną terapię zastępczą obserwuje się niższe stężenia homocysteiny niż u tych, które estrogenu nie przyjmują: sam hormon „porządkuje” tę przemianę.

Wniosek jest spokojny i trzeźwy. Suplementacja witamin B obniża homocysteinę, ale nie cofa całego efektu menopauzy i nie jest cudownym lekiem na serce. Duże badania nad obniżaniem homocysteiny dawkami witamin B przyniosły wyniki mieszane: sygnał ochronny widać przede wszystkim w kontekście udaru, słabiej w odniesieniu do zawału. Witaminy B nie zastąpią ani terapii hormonalnej, ani leczenia kardiologicznego. Są fundamentem, nie spektaklem. Ale fundament, którego brakuje, potrafi zachwiać całym domem.

Witaminy z grupy B w menopauzie: rusztowanie, którego nie widać w Poznaniu
Rycina 1. Stężenie homocysteiny zwykle rośnie wraz z kolejnymi etapami przejścia menopauzalnego, od fazy przedmenopauzalnej, przez perimenopauzę, po okres pomenopauzalny (ujęcie poglądowe, bez wartości laboratoryjnych).

Mgła w głowie i huśtawka nastroju

To, co pacjentki opisują jako „mgłę”, a ich bliscy nierzadko odbierają jako rozdrażnienie, ma swoją biochemię. Witamina B6 jest kofaktorem w produkcji serotoniny i dopaminy, neuroprzekaźników, które porządkują nastrój, motywację i sen. Foliany i B12 współpracują w procesie metylacji, od którego zależy między innymi praca komórek nerwowych. Kiedy tych witamin brakuje, organizm ma po prostu mniej „surowca” na spokój i jasność myślenia. Część badań u osób starszych sugeruje, że wyższe spożycie B6 wiąże się z mniejszym ryzykiem obniżonego nastroju, a depresja i stany lękowe stają się w okresie menopauzy częstsze.

Warto dodać, że B6 ma w ginekologii długą historię. Od dawna sięgano po nią przy dolegliwościach napięcia przedmiesiączkowego, czyli w tej samej okolicy biochemicznej: chwiejny nastrój, drażliwość, spadek energii w drugiej fazie cyklu. Perimenopauza pod wieloma względami przypomina przedłużone, nieprzewidywalne PMS, więc nie dziwi, że te same mechanizmy znów dochodzą do głosu.

I tu druga ciekawostka, tym razem klinicznie naprawdę ważna. Niedobór witaminy B12 potrafi udawać menopauzę. Daje zmęczenie, obniżony nastrój, lęk, kłopoty z koncentracją, czasem mrowienie kończyn. Łatwo wpisać te objawy w całości na konto hormonów, a wystarczy proste badanie krwi, by je wykluczyć albo potwierdzić. Dlatego u pacjentek ze skargami na nastrój i energię prawie zawsze proszę o oznaczenie B12 oraz kwasu foliowego, zanim ułożymy jakikolwiek plan. Zdarzało mi się, że „ciężka menopauza” okazywała się przede wszystkim głębokim niedoborem B12, a po jego wyrównaniu pacjentka odzyskiwała siebie szybciej, niż się spodziewała.

Energia, której ubywa

Witaminy B1, B2, B3, B5 i B7 są bezpośrednio zaangażowane w przemianę węglowodanów, tłuszczów i białek w energię na poziomie komórki. Kiedy ich brakuje, organizm dosłownie gorzej „spala paliwo”. W menopauzie, gdy sen bywa przerywany przez uderzenia gorąca, a tempo przemiany materii zwalnia, ten deficyt energetyczny czuć podwójnie. Co istotne, zmęczenie menopauzalne rzadko ma jedną przyczynę: splatają się w nim wahania hormonów, gorsza jakość snu, zmiany metaboliczne i, właśnie, ewentualne niedobory. Dlatego warto patrzeć na nie warstwami, a nie szukać jednego winnego.

Kwas pantotenowy (B5) bierze dodatkowo udział w procesach związanych z funkcjonowaniem nadnerczy, narządu, który po menopauzie staje się jednym z głównych miejsc produkcji niewielkich ilości hormonów płciowych. To subtelne przesunięcie: jajniki wyciszają się, a ciężar w części przejmują właśnie nadnercza, dla których witaminy B są codziennym wsparciem.

Kości, wątek, o którym mówi się najmniej

Z homocysteiną wiąże się jeszcze jeden trop, który dopiero zyskuje uwagę. Po menopauzie tempo utraty masy kostnej przyspiesza, to jeden z najpoważniejszych długofalowych skutków spadku estrogenu. Pojawiają się dane sugerujące, że podwyższona homocysteina może zakłócać prawidłową przebudowę kości, a więc pośrednio sprzyjać osteoporozie. Witaminy B6, B9 i B12, utrzymując homocysteinę w ryzach, mogłyby w tym kontekście odgrywać rolę wspierającą.

Podkreślam jednak: to obszar wciąż badany, a nie ustalony pewnik. Nie zastąpią one ani wapnia, ani witaminy D, ani, gdy jest wskazana, terapii hormonalnej czy leczenia przeciwosteoporotycznego. Traktuję ten wątek jako element większej układanki, w której każdy klocek ma swoje miejsce, a żaden nie jest całą historią.

Wiek zmienia wchłanianie

Jest jeszcze jeden element, który łączy menopauzę z witaminami B w sposób, o którym mówi się stanowczo za rzadko. Z wiekiem spada zdolność wchłaniania witaminy B12 z pożywienia. Odpowiada za to między innymi zanikowe zapalenie błony śluzowej żołądka oraz mniejsza produkcja kwasu solnego i tak zwanego czynnika wewnętrznego, bez którego B12 nie przedostaje się do krwi. Wchłanianie pogarszają też dwie rzeczy, które u pacjentek w tym wieku spotykam wyjątkowo często: przewlekłe stosowanie inhibitorów pompy protonowej, czyli popularnych leków „na żołądek”, oraz metformina, przyjmowana przy insulinooporności i cukrzycy. To oznacza coś, co dla wielu pacjentek jest zaskoczeniem: można jeść wystarczająco dużo B12, a i tak mieć jej we krwi za mało.

Wchłanianie zależy też od kondycji samej śluzówki jelita i od tego, co dzieje się w jelitach na co dzień. Stany zapalne, przewlekłe choroby przewodu pokarmowego czy zaburzenia flory bakteryjnej potrafią obniżyć przyswajanie witamin z grupy B, i bywa, że nawet staranna suplementacja daje mizerny efekt, dopóki nie zajmiemy się zdrowiem jelit. Dlatego u pacjentki, u której niedobór uparcie wraca mimo leczenia, patrzę nie tylko na dawkę preparatu, ale i na to, czy organizm ma tę witaminę jak wchłonąć.

Dorzucę jeszcze ciekawostkę dla tych, które lubią zaglądać głębiej. Ryboflawina (B2) jest kofaktorem enzymu MTHFR, ważnego dla metabolizmu folianów i homocysteiny. U osób z częstym wariantem genetycznym tego enzymu odpowiedni poziom B2 może mieć większe znaczenie, niż się wydaje, co dobrze pokazuje, że warto patrzeć na cały szlak metylacji, a nie na pojedynczą witaminę.

A foliany? Pojawiają się pojedyncze, niewielkie badania sugerujące, że mogą łagodzić uderzenia gorąca. To ciekawe, ale wciąż wstępne, więc nie traktowałabym tego jako pewnik ani jako zalecenie. Wspominam o tym jako o ciekawostce, bo dobrze pokazuje, jak wiele wątków w kobiecej biologii wciąż czeka na porządne odpowiedzi.

„Wyniki w normie”, a jednak coś nie gra

Słyszę to w gabinecie bardzo często: „przecież badania mam dobre, menopauza to naturalny etap, powinnam po prostu zacisnąć zęby”. Rozumiem, skąd to się bierze, i nie zgadzam się z tym. Organizm nie dzieli się prosto na „chorą” i „zdrową”. Bywa stan pośredni: niewielki niedobór, który nie daje jeszcze pełnoobjawowej choroby i nie zapala czerwonej lampki w wynikach, a mimo to po cichu odbiera energię, koncentrację i poczucie sprawczości. To nie jest słabość charakteru i nie ma w tym nic, za co pacjentka miałaby się obwiniać. To biologia, którą da się sprawdzić, a często skorygować.

Co z tym zrobić w praktyce

Zacznij od talerza, nie od tabletki. Witaminy B znajdziesz w pełnoziarnistych produktach, jajach, rybach, mięsie, roślinach strączkowych, orzechach i zielonych warzywach liściastych. B12 występuje praktycznie wyłącznie w produktach zwierzęcych, więc jeśli jesteś na diecie roślinnej, jej suplementacja nie jest opcją, tylko koniecznością.

Jeśli czujesz uporczywe zmęczenie, spadek nastroju albo mgłę w głowie, nie zgaduj. Poproś lekarza o oznaczenie B12, kwasu foliowego, a w razie potrzeby homocysteiny. To proste badania, które realnie zmieniają decyzje terapeutyczne.

I jeszcze słowo o samych wynikach: „w normie” nie zawsze znaczy „optymalnie”. Dotyczy to zwłaszcza B12, bo rezultat przy dolnej granicy zakresu referencyjnego potrafi współistnieć z objawami, a wtedy pomocne bywają dodatkowe wskaźniki, takie jak homocysteina czy kwas metylomalonowy. W medycynie nastawionej na długowieczność zależy mi na Twoim realnym samopoczuciu, a nie wyłącznie na tym, by wynik mieścił się w granicach „niechorowania”.

Jeśli bierzesz przewlekle leki na zgagę albo metforminę, zapytaj wprost, czy nie warto okresowo kontrolować B12. To rozmowa, której wiele kobiet nigdy nie odbyło, a która potrafi wiele wyjaśnić.

I nie sięgaj po pierwszy lepszy „kompleks B” z półki w nadziei, że załatwi wszystko naraz. Lepiej dobrać preparat do realnego niedoboru, a w wybranych sytuacjach, zwłaszcza przy wariantach MTHFR, rozważyć formy zmetylowane, takie jak metylofolian czy metylokobalamina, które organizm wykorzystuje bez dodatkowego etapu przetwarzania. I jeszcze jedno, o czym mówię każdej pacjentce kuszonej „mocniejszą” dawką: w przypadku witamin B więcej nie znaczy lepiej. Bardzo wysokie, długotrwałe dawki witaminy B6 mogą paradoksalnie uszkadzać nerwy obwodowe i dawać mrowienie, czyli dokładnie ten objaw, który czasem chcemy nimi leczyć. Rozsądek wygrywa tu z entuzjazmem.

Słowo na koniec

Witaminy z grupy B nie są bohaterkami pierwszego planu. Nie zatrzymają menopauzy i nie zastąpią leczenia. Ale w czasie, gdy organizm kobiety przechodzi jedną z najgłębszych przemian w życiu, bywają tym, co decyduje, czy ta przemiana odbędzie się na solidnym, czy na kruchym podłożu. Moja rola w gabinecie często polega na czymś mniej efektownym niż dokładanie kolejnego preparatu: na sprawdzeniu, czy fundament w ogóle jest na swoim miejscu.

Poradnik Klinika Słowiańska w Poznaniudr n. med. Arleta Szczęsna

Dr n. med. Arleta Szczęsna – specjalistka ginekologii i położnictwa oraz specjalistka endokrynologii, obesitologii, założycielka Kliniki Słowiańskiej i Centrum Menopauzy w Poznaniu.

Ma ponad 25-letnie doświadczenie zawodowe jako lekarz oraz 20-letnie doświadczenie kliniczne w opiece nad zdrowiem kobiet. Szczególnym obszarem jej pracy jest menopauza, zdrowie hormonalne kobiet oraz wpływ zmian hormonalnych na metabolizm, zdrowie serca, skład ciała, funkcje poznawcze i jakość życia.

Od wielu lat zajmuje się również medycyną zdrowia intymnego kobiet, w tym ginekologią regeneracyjną i nowoczesnymi metodami wspierającymi funkcje oraz komfort okolic intymnych na różnych etapach życia.

Jest lekarzem certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w zakresie kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.

Jej podejście opiera się na przekonaniu, że menopauza nie jest końcem aktywności, sprawczości ani dobrego samopoczucia, ale momentem, który wymaga mądrej, indywidualnej i uważnej opieki lekarskiej.